czwartek, 25 sierpnia 2011

6 Zwierzenia
Minęło półtorej tygodnia, od kiedy wróciłam od Tanyi.
Kiedy Carlisle odwiózł Eleazara po tygodniu wrócił z Edwardem.
Opwiedziałam Carlisle 'owi o moim dziwnym śnie, obiecał, że zbada
dlaczego był taki nie wyraźny. Miałam wizję. Przyjdą obcy, czyli wampiry,
którzy żywią się krwią ludzi. Nie mam nic przeciwko zabijania ludzi,
ale mieszkając tak długo pod jednym dachem z wampirami "wegetarianinami"
wzbudziło we mnie wstręt przed ludzką krwią, chociaż jako niezniszczalna,
(tak nazywają wampiry takiej rasy jak ja), nigdy nie próbowałam krwi ludzi.
Tak więc przyjdą obcy. Nie miałam zamiaru mówić o tym mojej rodzinie.
Po pierwsze:
Nie chce mi się o tym mówić.
Po drugie:
Alice za lada chwilę będzię miała te samą wizję,
a po trzecie: Ja znam tych obcych i to bardzo dobrze.
To moi starzy znajomi: James, Victoria i Laurent,
trójka najbliższych mi nomadów na świecie.
Jamesa poznałam kiedy uciekłam w drodzę do domu Carlisle 'a,
pokonałam pięćdziesięciu strażników i ta historia rozbawiła Jamesa.
W ten sposób pozwolił mi się do siebię przyłączyć.
Wędrowaliśmy tak razem kilkadzieśiąt ładnych lat, byliśmy dla siebie jak rodzieństwo,
jak ja i Jasper, dla Jamesa zrobiłabym wszystko.
James to wampir tropiciel, ma dar tropienia, wytropi każdego,
a jak się uprze na jakiegoś człowieka to potrafi go tropić do puki go nie zabije.
Tak jak kiedyś znalazł sobie taką dziewczynę, która pachniała tak apetycznie,
że nawet ja miałam na nią chrapkę, ale teraz chętnie zamieniłabym
ją na dużą paczkę doritos. A więc James tak się na nią uparł, że czekał pod szpitalem,
w którym ta kobieta się znajdowała, dnie i noce. Kiedy nie miał sił
i poszedł zapolować, jakiś wampir pracujący wtedy w szpitalu,
wykradł dziewczynę ze szpitala i zmienił ją w wampira.
James był tak zły, że zabił tego wampira, a że dziewczyna była dopiero
po zmianie zostawił ją w spokoju, ale też dlatego, że to ja mu kazałam i Victoria.
A Victoria, James znalazł Victorię, bardzo mu się spodobała i zmienił ją w wampira,
od tamtego czasu są razem. Victoria ma dar chowania się i uciekania,
czyli żaden tropiciel nie może jej wytropić, ani nic,
to chyba najbespiecznejszy dar jaki w życiu spodkałam, dobrze, że też mam ten dar.
Ostatni dołączył do nas Laurent. Miał już ponad 200 lat,
teraz ma chyba ze 300 lat.
Kiedy przyłączył się do nas Laurent, było tak dziwnie,
James miał Victroię to i Laurent zapragnął mnie.
Tak długo i wpływowo mnie nagabywał, że w końcu
mu uległam, że nawet go polubiłam, ale tylko polubiłam, nawet
sam fakt, że go całowałam nie znaczył, że go kochałam, to znaczy
kochałam go, ale nie tak jak on by chciał, zawsze chciałam być
wierna tylko Felix 'owi. Kiedy dowiedziałam się, że Volturi mnie ścigają
i są już prawie u celu, bałam się, że James stanie w mojej obronie i zaatakuje
Volturi, więc postanowiłam odejść od tej wspaniałej trójki.
Laurent chciał iść ze mną, ale powiedziałam mu, że z Jamesem będzię
bezpieczniejszy, zgodził się, a ja odeszłam.
Nie cały miesiąc później poznałam Jaspera. 

-Gotowa jesteś, do szkoły, mała? -spytał Jasper wchodząc do sypialni.
-Mogę dzisiaj nie iść do szkoły, czemu niby mam tam chodzić?- spytałam
-Każdy młody człowiek musi się krztałcić.- on zawsze znajdzie
jakieś wytłumaczenie, ale ja też.
-Jak nie zauważyłeś to ci powiem, ja nie jestem młoda mam 1091 lat,
do diaska, a krztałcić też się nie muszę, bo zapewne wiem więcej niż
wszyscy nauczyciele zebrani razem!- krzyknęłam, usłyszałam z dołu basowy śmiech,
nie musiałam się zastanawiać do kogo należy,
Emmett musiał mieć każdego ranka niezły ubaw.
-Wiem o tym mała, ale tutaj w mieście postrzegają cię jako osiemnastolatkę,
która ma nie dokońca zdrowy umysł.- kolejny śmiech z dołu, mniej szans na to,
że zostanę i nie pójdę do szkoły. Jasper mógłby być dobrym prawnikiem.
-Tak naprawdę mam 19 lat.- orzekłam.
-To też wiem, ale przez twój wygląd nawet na osiemnastolatkę nie
wyglądasz.- powiedział.
-To przez mój wzrost i twarzyczkę dziewczynki, zawsze mi to powtarzasz,
ale przecież małe jeste piękne.- powiedziałam.
-Nikt nie mówi, że jesteś brzydka.- Emmett znowu zarżył.
-Stul mordę, Emmett!- krzyknęłam. Nie zamierzałam się kłócić z Jasperem,
ostatnio nawet nie używa na mnie swojego daru, wie, że tylko jego się słucham.
Zeszłam z łóżka. Jasper się uśmiechnął.
-Gdybyś nie był sobą dokopałabym tobie.- powiedziałam stanowczo,
z miną obrażonego dziecka. Emmett buchnął gromkim śmiechem,
a Jasper się zaśmiał i wyszedł.
-Nie zapomnij, że jak się naszykujesz to Carlisle wstrzykuje
ci kolejną dawkę morfiny.- oznajmił  Jasper, przez drzwi.
Morfina, to jedyne lekarstwo co uśmiesza ból mojej nogi, lekarstwo
biorę w zastrzykach, chociaż cholernie boli ukłócie, to później jest o wiele lepiej.
Niestety muszę brać to co tydzień, bo gdybym brała to co dzień
lub chociaż co dwa dni, to ludzie w szpitalu pomyślieliby jeszcze, że Carlisle się narkotyzuje.
Poszłam do łazienki, wzięłam przysznic, ubrałam fioletowe rajstopy,
kraciasto-zieloną spódniczkę, biały podkoszlek, długi i szeroki sweter,
który zakrywał kródką spódniczkę. Zrobiłam z moich włosów misternego koczka
i włorzyłam w nie spinki z perłami.
Zeszłam na dół, zjadłam michę płatków i poszłam umyć zęby.
Poźniej się umalowałam, skorzystałam z toalety, wzięłam torbę i zbiegłam na dół.
Carlisle już na mnie czekał, był przygotowany.
Usiadłam na stole wyciągnęłam nogę na stole, Carlisle przebił cieniutką
igłę przez rajstopy. Strasznie bolało, chciałam krzyczeć, ale się
powstrzymałam, bo wiem, że Carlisle by się zdenerwował
i by siebie obwiniał, że coś źle zrobił.
Jasper sterował moimi uczuciami tak aby mniej mnie bolało,
trochę to pomogło, ale on zbyt się denerwował więc tak dobrze mu nie szło.
Kiedy Carlisle wyjął już igłę, dotknęłam miejsca gdzie wbił mi ją
i krew przestała lecieć, kochałam ten dar.
Dojechaliśmy na miejsce.
Wyszliśmy z samochodu, było cholernie zimno, na dodatek padał śnieg i wiał wiatr.
Na domiar złego czekaliśmy na dworze, bo Emmett i Edward chcieli się porzucać śnieżkami. Dzisiaj Edward miał przeprosić te nową Isabellę Swan,
za swoje zachowanie, pewnie jak ją przeprosi to ona straci dla niego głowę
i zakocha się na zabój, tak jak każda nauczycielka, do której odezwie się Edward.
-Napewno tak nie będzie.- odezwał się Edward, chowając się przed Emmettem.
-Tak, napewno.- zaczął się śmiać i ruszył ze śniżką na Emmetta.
Nagle poczułam, że ktoś uderzył mnie zimną śnieżką.
Nie musiałam odwracać się, by dowiedzieć kto to zrobił.
-Emmett, do cholery! Ty kretynie, jeszcze raz tak zrobisz to
oderwę ci łeb, rozumiesz debilu?!- zaczęłam krzyczeń.
Naszczęście odwróciło tylko dwóch chłopaków, ale szybko odwrócili wzrok.
To nie było nic nadzwyczajnego, rodzeństwo, które się kłóci, normalka,
to znaczy wszystko było by normalne,
gdyby te rodzeństwo nie było wampirami.
-Oczywiście, księżniczko, jak sobie życzsz.- zaczął się śmiać.
Miałam go dosyć, za niedługo miał być dzwonek.
Podeszłam do Rose, która stała daleko od Emmetta i Edwarda,
bo bała się, że chłopaki popsują jej fryzurę, też mogłam tak zrobić.
-Choćmy już do klasy, bo niedługo będzie dzwonek.- powedziałam do Rosalie.
-Dobrze. Tylko zaczekaj.- odpowiedziała mi, podeszła do Emmetta
i go przytuliła. Ja zrobiłam tak samo z Jasperem.
Poszłyśmy do klasy, miałyśmy teraz WOS, chętnie zerwałabym się z tej lekcji.
Kiedy weszłyśmy do sali, uczniowie biegali i krzyczeli po klasie jak małpy,
chociaż nie byłam pewna czy nimi nie są.
Na sekundę wszstkie spojżenia powendrowały w naszą stronę,
pewnie już o tym pisałam, ale napiszę jescze raz, uwielbiam ta,
uwielbiam być w centrum uwagi, nawet na sekundę, w Volterze, kiedy
tylko przeszłam obok jakiegoś strażnika, ten stawał na baczność,
kocham to i tak za tym tęsknie, ale wiem, że wróce do domu, kiedy
Aro pozbyje się wszystkich "dzieci księżyca", mam nadzieję,
że to nie będzię długo trwać i tak mieszkam u Carlisle 'a za długo. Zasiadłyśmy,
z Rose na swoich miejscach.
-Wiesz, że dowiedziałam się, dalaczego jestem taka niska?- oznajmiłam Rose.
-Zawsze byłam tego ciekawa, no dawaj.- powiedziła.
-Dawno, dawno temu ludzie byli niscy.- orzekłam.
-Tylko to?- spytała.
-Tak. Kiedyś ludzie nie byli tacy wysocy jak dzisiaj.
No taki Aro, jest takim samym liliputem jak ja, niższym od Marka i Kajusza,
ale trochę wyższym ode mnie. Mój ojciec też był mały, matka chyba też.
Albo Carlisle, też nie należy do wysokich, a ja żyję już te swoje 1091 lat,
więc mam prawo być taka malutka.- uśmiechnęłam się.
-Aha, a skąd wież, kiedy się urodziłaś, przecież ludzie w tamtych odległych
czasach nie używali kalendarzy, bo to za dużo roboty z tym liczeniem i wogóle.- spytała.
-Aro.- tylko to powiedziałam.
-Słucham?
-No Aro zapisał sobie kiedy się urodziłam, bo na rodzeństwo czekał
od dawna, no wież gdyby był starszy to wcale by się tak nie cieszył,
ale kiedy się urodziłam miał 10 lat i bardzo chciał mieć barta, ale urodziłam się ja,
młodsza siostra to przecież przekleństwo dla chłopców.
Naszczęście pokochał mnie nad życie i przysiągł, że będzie mi oddany do końca życia.
Wznowił tę przysięge zaraz po zmianie w wampira,
czyli z początkiem swojego nowego życia.
-Jakie to piękne, mogłabym słuchać o twoim życiu, non stop.
Twoje życie jest takie ciekawe, nie kłamię, ciebie nigdy bym nie okłamała.
Szkoda, że skrywasz swoją historię w sobie, z nikim się nią nie dzielisz, a powinnaś.
Zawsze wszystko w sobie dusisz, jak ja tego nie lubię, ja jestem bardzo szczerą osobą
i zawsze mówie to co mam na języku, czemu nie pochwalisz się swoim życiem? - kurde naprawdę była tego ciekawa.
-A czym mam się niby chwalić? Pewnie tym, że zostałam tylko
wypędzona z kraju, przez brata mojego ojaca, bo oskarżono mnie o to,
że zabiłam własnego ojca, a potem poraniłam nożem jego brata,
że niby on go bronił, a tak naprawdę sam go zamordował, bo chciał zostać królem,
i nim został, a miał nim zostać Aro, on był prawowitym władcą,
a jeszcze uznono, że jestem opentana, spalono wszystko co się ze mna wiązało,
obrazy, na których widniałam, mój pokój, wszystkie moje rzeczy,
tylko niektóre się ostały, bo Aro ukrył trochę moich rzeczy,
tylko on wiedział, że nie byłam opentana. A resztę można sobie dopowiedzieć.- ulżyło.
-Współczuję, ale naprawdę masz ciekawę życie.- nadal trzymała na swoim.
-Niech ci będzie. -zadzwonił dzwonek na lekcję- Nie chcę się z tobą kłócić.- uśmiechnęłam się do niej. Przyszedł nauczyciel, małpy się uspokoiły,
ale zaczęło się gadanie i nudy.
Kiedy jeden koszmar się zkończył, zaczął się drugi,
miałam teraz angielski z . . .Emmettem.
Na moje nieszczęście zaciągnął mnie do klasy przed dzwonkiem.
Usiadliśmy w swojej ławce.
-Czemu ty jesteś taka dziwna?- spytał z nienacka Emmett.
-Słucham?- nigdy nie zadał mi tego pytania wprost.
-Słyszałaś pytanie, więc odpowiedz.- przekroczył granicę.
-Jak śmiesz mi rozkazywać?!- zdenerwował mnie.
-Jak ty szybko traciż panowanie nad sobą.- zaśmiał się.
-Zamknij mordę!- krzyknęłam.
-Zachowujesz się jak księżniczka. -powiedział.
-Ale ja jestem...-nie dokończyłam, odwróciłam się od niego, z założonymi rękami.
-Miałam trudne dzieciństwo. -oznajmiłam od niechcenia.
-Jak trudne?- spytał Emmett.
-Bardzo, trudne i dziwne. Po tym jak wypędzono mnie z kraju, po uznaniu, że jestem nawiedzona, załamałam się. Aro przed moim opuszczeniem królestwa,
powiedział, bym nigdy nie wieżyła w to co mi powiedzieli.
Na początku wiedziałam, że oskarżenia, na temat, że jestem opentana,
ale po tym, jak obudziły się we mnie różne dary, uznałam, że jednak jest coś w tym.
Bałam się sama siebie. Kiedy skończyłam 19 lat, byłam w rumuni i tam zostałam zmieniona w wampira. Moi stwórcy zmienili mnie przez przypadek. Ucieszyli się, że taka im się udałam.
Byli jednymi ze strażników pradawnych szczepanów rumuńskich wampirów,
którzy rządzili wtedy światem wampirów.Rok po mojej zmianie,
Volturi napadli na nich odbierając im władzę siłą, piętnaście wieków temu,
z tej bitwi przetrwali tylko moi stwórcy, bo kazałam im uciakać.
Kiedy przeszukiwali pałac, czy aby napewno wybili wszystkich,
Aro odnalazł mnie, i zabrał ze sobą.
To Aro wezbrał we mnie taką silną potrzebę władzy i uzania wobec wszystkich,
nauczył mnie arogancji, niewzruszenia na czyjiś ból. Przysiągł, że kiedy umrze,
to ja zajmę jego miejsce, i zawsze powtarzał, że jestem najlepsza i bym zawsze tak myślała, jeszcze abym zawsze na pierwszym miejscu stawiała zasady, bespieczeństwo i jego.
Teraz wiesz dlaczego jestem taka dziwna?- to było dziwne.
-Chyba?- tylko to udało mu się wykrztusić. Uśmiechnęłam się.
Przyszedł nauczyciel nawet nie zauważyłam jak zadzwonił dzwonek.
-To mnie już nie męcz.- rozkazłam.
-Aha.- odwrócił wzrok.
-Na dzisiaj mieliście przygotować się do pytania
z pradawnych Włoch.- oznajmił nauczyciel.
Oczy mi się zaświeciły, lepiej być nie mogło, nikt nie wiedział więcej
o Włoszech niż ja.
Nauczyciel spojżał w swoje papiery. -To jak nazywał się pierwszy król, z rodu Marrizanów?- spytał. Odruchowo podniosłam ręke. Nauczyciel rozejżał się po klasie,
musiał mnie spytać, bo nikt inny się nie zgłosił.
-Panna Cullen.- nareszcie.
-Beverand Amerigo Carmine Louis Michelangelo Marrizano.- powedziałam szczęśliwa. Nauczyciel spojżał w swoje notatki i kiwnął głową.
-Dobrze. No to kto powie jakie nosił imię drugi król z rodu Marrizanów.- bułka z masłem. Zgłosiłam się.
-Czy tylko pani Cullen się przygotowała?
Wyraźnie prosiłem o to wczoraj. To mów.- powiedział do mnie.
Uśmiechnęłam się.
-Michelangelo Gennaro Marcello Amerigo Marrizano.- orzekłam dźwięcznie.
-Aha. To jak nazywał się trzeci król, to już jest prostrze pytanie.- znowu podniosłam ręke.
-Tylko panna Cullen, a inni? No dobrze, proszę.- powiedział i wskazał na mnie.
Emmett nie wytrzymywał, myślałam, że zaraz wybuchnie śmiechem,
ale nie mógł, bo był w szkole, biedaczek, a dobrze mu tak.
-Dulli Beverand Cesare Gaspare Marrizano.- gdyby Emmett był człowiekiem miał by już czerwone policzki od przytrzymowanego śmiechu.
-Wspaniale. To jak nazywał się czwarty król? A nie będę pytał od razu
powiem, proszę, Elenore Cullen, pochwal się swoją wiedzą o wszystkim co wież.- nawet nie podniosłam ręki.
-Czwarty król Włoch, nazywał się, Giuseppe Ralfaele Aro Ignazio Beverand Marrizano,
jego żoną była Francesca Luca Palma Anabet CeCylia Santino Trafficante.
 Po dwunastu latach małżeństwa i starania się o syna, w 884 roku,
urodził im się syn Aro Louis Beverand Ruggiero Marrizano.
Królowa Francesca, miała bardzo trudny poród, ale dziecku nic się nie stało,
królowa nałapała wiele różnych chorób, związane to było z brakiem odporności,
po ciężkim porodzie. Nie było możliwości by urodziła po raz drugi, ale jednak
cuda się zdażają, i dziesięć lat po narodzinach pierwszego dziecka, w 894 roku
urodziła raz drugi, tym razem córkę.
Niestety królowa umarła zaraz po porodzie, lecz udało jej, przed śmiercią nazwać,
córkę, Eleonora Anabet Carmine CeCylia Giuseppe Florence Francesca Marrizano,
książe Aro, bardzo pokochał swoją siostrę, jak nikt w świecie. W roku 909,
król zwołał zgromadzenie, w którym uczetniczyła tylko najbliższa rodzina.
Jego pierworodny miał dwadzieściapięć lat, a córka lat piętnaście,
w obradzie brał udział jeszcze młodszy brat króla, Antonio Enzo Fredrico Casare Marrizano.
W tym ważnym dniu, król miał zdecydować kto zasiądzie na jego tronie,
powiedział tylko takie słowa:
"Zdecydujcie sami." 
Po tych słowach Eleonora upadła na ziemię i zaczęła krzyczeć,
a w pokoju zapanował bałagan. Woda wlewała się drzwiami i oknami,
ściany zaczęły się palić, z wody zrobiło się błoto, a do tego wypchane było powietrzem,
to był okropny widok. Kiedy księżniczka się uspokoiła, zabrali ją do jej sypialni.
Podobne wydażenia, zdażały się księżniczce prawie co dziennie,
zaczęła widzieć przyszłość, czytać w myślach, przekazywać myśli innym
i co widać było na tamtym zgromadzeniu - władała czterema żywiołami,
co bardzo zmieszały jej szanse na zamąż pójście, nawet jej piękna twarz, z nieskazitelną cerą i niesamowicie kręcone włosy, nie pomogły by jej, ludzie myśleli, że oszalała
lub, że została nawiedzona.
Wszyscy się jej bali tylko jej brat i ojciec bronili ją przed wszystkimi.
Pewnej nocy usłyszno krzyki dochądzące z sypialni króla,
kiedy służba dotarła na miejsce, zobaczyła straszny widok.
Nieżywy, król leżał, cały we krwi, na podłodze we własnej sypialni,
obok niego, leżał jego brat, żył, ale miał rany kłóte w udach, w ręce i piersi, za nimi ,na klęczkach, siedziała księżniczka Eleonora, z nożem w rękach.
Brat, króla Antonio, rozkazał pojmać, Eleonore i zamknąć ja w lochu.
Kiedy tak zrobiono, księżniczka spędziła cztery doby w więzieniu,
jej brat Aro zrzekł się korony, więc królem został Antonio.
Nowy król postanowił, jako że Eleonora była córką króla,
nie zostanie zabita tylko wypędzona z królestwa.
Ten plan bardzo nie podobał się Aro, poszedł więc do lochów,
odwiedzić siostrę, której przyżekł miłość do puki, nie umrze.
Eleonora opowiedziała Aro co tak naprawdę się tamtej nocy zdażyło,
że to Antonio zabił ich ojca, a ona akurat przechodziła obok sypialni,
zajżała przez uchylone drzwi i zobaczyła jak jej wuj dźga jej ojca,
wyrwała więc mu nóż i zaczęła ranic Antoinia, tak aby go nie zabić,
kiedy upadł on też upadła, ale na klęczki i zaczęła się trzęść ze strachu
i wtedy przyszli inni, a Antonio powiedział, że to ona zabiła króla i chciała zabić jego.
Aro powiedział jej, by nie wieżyła w to co zaraz powie ich wuj.
Warta zabrała księżniczke na kraniec miasta.
Nowy król oznajmił iż zostaje wymierzona jej taka kara, bo zamordowała króla, i została opentana. Postawiono Eleonore przed bramami innego miasta.
Nagle nastało wielkie porusznie,
Aro krzyknął "Uciekaj najdroższa",
Eleonora odwróciła się i zboaczyła, że celują w nią ostrzami.
Na jej szczęście była bardzo mała, więc ominęła ostrza.
Uciekła i nikt jej później nie widział. Cztery lata później, Eleonora wróciła, wróciła odmieniona.
Strażnicy, chcięli unicestwić ją ostrzami, ale miecze nie przebijały
się przez jej skórę, na dodatek Eleonora odpychała ich powetrzem. 
Gdy dotarła do Antonia, złapała go za szyję i zaciągnęła go na taras
gdzie poddani mogli wszystko widzieć.
Zebrały się tłumy ludzi. Aro bardzo się ucieszył na widok siostry,
i że może ona wyda sprawiedliwy wyrok dla mordercy ich ojca.
Eleonora zaczęła krzyczeć na Antonia,
kazała mu powiedzieć kto tak naprawdę zabił, króla. Antonio przyznał się niechętnie,
że to on jest prawdziwym sprawcą, poddani zesztywnieli z niedowieżenia.
Eleonora puściła Antonia i zaczęła się cofać, idąc do tyłu.
Antonio rozkazał ją złapać, ale strażnicy nie posłuchali się go.
Eleonora stanęła i pognała wprost na Antonia, w tak szybkim tępie, że nie było jej widać. Oderwała mu głowę i rozdzieliła na pół.
Rzuciła ją w stronę poddanych, a dłonie umazane we krwi wytarła o twarz,
i zeskoczyła z pierwszego piętra, z tarasu i poszła przed siebie.
Wszyscy stanęli jak wryci.
Aro miał zostać ukonorowany, ale uciekł, zostawiając list iż poszedł szukać siostry,
bo nie wyobraża sobie życia bez niej.
Nie wiadomo co się z nim stało, ale nigdy już ich nie widziano.
Niektórzy uważali, że te słynne rodzeństwo miało romans,
ale ja uważam, że to nieprwda, po pierwsze to było rodzeństwo, więc to trochę nie stosowne po drugie porostu Aro tak kochał siostrę, że nie mógł wytrzymać rozłonki z nią
i mam nadzieje, że zanim umarł znalazł ją. - skończyłam i usiadłam.
Nauczyciel stał z otwartymi ustami tak jak wszyscy w klasie wraz z Emmettem.
-Bardzo dobrze.-dzwonek- Następnym razem chcę byście wszyscy tak się przygotowali do lekcji, a jutro będę pytał z tej lekcji i będziemy omawiać historię
Stanów Sjednoczonych, do tego musicie się przygotowować, miłego dnia, do widzenia.
Kiedy wyszliśmy z Emmettem z klasy, Emmett wybuchną śmiechem.
-Co ci jest?- spytałam.
-Teraz wiem nareszcie dlaczego jesteś taka dziwna.- trąciłam go w ramię
i się zaśmiałam.
-Wiesz nie tylko ja jestem dziwna.- powiedziałam.
-No tak jest jeszcze Alice.- przewróciłam oczami.
-Chodziło mi o ciebie, głupku.- tym razem on przewrócił oczami.
-Bardzo śmieszne, ha ha.- zaśmiał się ironicznie.
To było bardzo dziwne nigdy tak dużo nie mówiłam o swoim życiu
i niegdy nie zamierzałam tego powtarzać, to moje życie i nikt nie musi o nim wiedzieć.
Reszta dnia minęła normalnie, Edward przeprosił Belle
i był z tego powodu bardzo dumny, jak Alice miała wizję, że przyjdzie
James, Laurent i Victoria, a ja nic nie mówiłam, że ich znam, Emmett
dziwnie się zachowywał, bo do końca dnia nie drażnił mnie,
Rose siedziała poszła z Alice na zakupy, Jasper czytał książkę,
Esme sprzątała, a Carlisle był w pracy. Ja natomiast  wieczorem siedziałam
w swoim domku, na kanapie, słuchając muzyki i zajadając jogurt z cheaseburgerem.
To był bardzo dziwny dzień, nawet nie byłam nim zmęczona.
Już nie mogłam się doczekać kiedy przyjdzie James,
to za nim najbardziej tęskniłam.
Może jutro nie pójdę do szkoły, albo nie Jasper i tak mnie do niej zaciągnie,
\chociaż jestem pewna, że sam nie chce do niej chodzić,
bo wie więcej nież wszyscy nauczyciele, z całego świata.
Nie będę mówiła już nikomu nigdy mojej historii, to jest bardzo dołujące,
jak przypomnę sobie ojca, jego wyraz twarzy kiedy umierał, wuja kiedy chciał
mnie zabić, cierpienie Ara, gdy przyszłam, ale szybko zniknęłam, nie chcę tego
powtarzać, to są prywatne sprawy.
Nigdy się nikomu nie zwierzałam i nie chciałam tego robić, a zwłaszcza
przy całej klasie, za dużo zwierzeń jak na jeden dzień, powinnam
była przystopować na trzecim królu Włoszech.
Papa zawsze powtarzał mi, że jak ktoś się mnie pyta o życie to trzeba kłamać,
papa miał rację, po co dzieliłam się swoją historią na lekcji i to przy Emmecie,
postąpiłam głupio i nieodpowiedzialnie.
Tyle, że ja jestem głupia i nieodpowiedzialna.

środa, 10 sierpnia 2011

Rozdział 5 - Domek

5 Domek
-Gdzie mnie ciągniesz?- spytałam się Alice po raz setny,
gdy prowadziła mnie przez las po którym kręciłyśmy się już pare godzin,
za rękę z zakrytymi oczmi.
-Zobaczysz, to nispodzianka.- byłam ciekawa co to było,
nienawidziłam niespodzianek.
-Z okazji moich urodzin.- powiedziałam.
-Oczywiście, eh, wyduś z siebie choć trochę entuzjazmu, bardzo się nad
tym napracowaliśmy, więc chociaż udawaj, że ci się podoba.- nie lubiła jak
ktoś dużo mówił, a sama była w tym nie do pokonania.
-Dobrze, dobrze. To kiedy dotrzemy na miejsce i zdejmiesz mi te głupią
opaskę z oczu?- byłam strasznie zła gdy nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie.
-Jesteśmy na miejscu.- orzekła i zciągnęła mi opaskę z oczu.
Przede mną stali wszyscy Carlisle, Esme , Jasper, Emmett i Rosalie,
Edwarda nie było siedział jeszcze w Alasce, pewnie Tanya była w niebo wzięta.
Wszyscy stali przed uroczym domkiem, który zapewnie wybudowali
sami dla mnie, jak by nie mogli zapłacić ludziom by go zbudowali, ale pewnie
by zajęło to sporo czasu. Byłam zachwycona, domek miał jedno piętro
i był w kolorze czystej czerwieni takiej jaką lubiłam.
Ogrodzony był przesłodkim płotkiem w kolorze czarnym.
Nie mogłam wydusić z siebie słowa, by ktoś zrobił coś takiego i to dla mnie,
dla osoby, która utrudnia im życie od kilkudziesięciu lat.
Nie wiem jak oni to zrobili, że się niedowiedziałam, pewnie kiedy wychodzili
na polowania, ale nie chciało mi się w to wnikać.
Esme zwróciła uwagę na naszyjnik, który podarowała mi go wraz z
Carlisle 'em, który najwyraźniej wysunął się zza dekoldy mojej sukienki,
uśmiechnęła się jeszcze szerzej, chociaż myslałam, że to niemożliwe.
Milczałam tak jak wszyscy, powinnam coś powiedzieć.
Alice odezwała się pierwsza.
-Podoba się?- spytała.
Postanowiłam, że wkońcu się odezwę.
-Jest niesamowity, nie wiem co powiedzieć, oh dziękuję
wam wszystkim.- tylko na to mnie
było stać.
-Ah nie ma sprawy.-powiedziała Esme.- Widzię, że spodobał ci się naszyjnik.- ups teraz nie miałam zielonego pojęcia co na to mam odpowiedzieć.
Kiwnęłam tylko głową, i spojżałam na naszyjnik.
-Chcesz zobaczyć wnętrze?- zmieniła temat Alice, byłam jej
za to barzdzo wdzęczna.
-Oczywicie.- aż krzyknęłam. Alice zaprowadziła mnie do domku.
W środku było ciemno, tylko dlatego bo dom znajdował się
w środku ciemnego lasu.
-Oto salon.- Alice pokazała tak jak by chciała mi go sprzedać.
Salon był nieduży, ale przestronny, dywan był w kolorze kremowym,
przy ścianie potawiony był stół przy którym mogłam coś zjeść,
trochę dalej widniała kanapa obita bronzową skurą, a przed nią na ścianie
wisiał duży plazmowy telewizor. Salon był połączony kuchnią z nowoczesnym
i bardzo wyszukanym wyposażeniem. Wszystko było idealne i dokończone
więc mogłam się założyć iż lodówka jest pełna.
Cały dom został wybudowany z bardzo solidnego drewna więc nie musiałam
się martwić, że zaraz sufit spadnie mi na głowę.
-Jest super.- powiedziałam.
-Ale nie widziałaś najlepszego.- wzięła mnie za rękę i zaprowadziła
na górę po drewnianych schodach w kolorze kości słoniowej.
Znalazłyśmy się w korytarzu.
-Po prawej jest toaleta, obok duża łazienka -ładnie podkreśliła
słowo "duża"-, a po prawej twoja sypialnia.
Otworzyła dzrzwi, weszłyśmy do środka.
We wnątrz było podobnie do mojej sypialni w Volterre,
myślałam, że się popłaczę, tylko łóżko miałam te same jak z ich domu,
nie wiem jakim sposobem tak szybko je przenieśli, pewnie gdy Alice
kręciła się ze mną po lesie próbując doprowadzić mnie na miejsce,
byłam ciekawa dlaczego nie biegłyśmy, ale już się domysliłm.
Obraz zprzed kilkunastu wieków wisiał na chonorowym miejscu na przeciwko łoża z baldachimem. Sypialnia była ciemna i paliły się w niej tylko świeczki.
Było mi jak w domu, pewnie Carlisle porozumiewał się z Aro.
-To przepiękne, jest bajecznie.- powiedziałam z zachwytem kiedy
już wyszłyśmy z domku.
-Bardzo nas cieszy, że ci się podoba, trochę nam zajęło wybudowanie,
ale wszystko się udało.
Przenieśliśmy tu wszystkie twoje rzeczy, -ruszali moje
rzeczy?!-, więc możesz się już ty wprowadzić, oczywiście możesz przebywać
z nami kiedy tylko zechcesz, było by nam bardzo miło.- powiedział Carlisle,
a już myślałam, że chciał mnie się tak poprostu pozbyć.
Pewnie, że będę tam ciągle przebywać, bo tam jest Jasper i Rose,
ale przede wszystkim Jasper.
-Oczywiście, ale chcę wiedzieć jeszcze jedno.- powiedziałam.
-Słucham, mów.- orzekł Carlisle.
-Dlaczego zbudowaliście ten domek?- wiedziała, że będe żałować tego pytania,
ale co mi tam.
-Chcieliśmy zrobić tobie przyjemność, bo wiemy jak bardzo
tęsknisz za swoim domem, -wiedzą, bo wciąż i wciąż to im powtarzam,
zrobiło mi się głupio,- jak coś lub ktoś cię zezłości, - Carlisle spojżał na Emmetta,
ten się uśmiechnął,- to zawsze możesz przyjść tutaj.
-To znaczy ja zostałem zmuszony do budowania tego domku,
więc nie myśl sobie, że zrobiłem to dla ciebie, zrobiłem to dla
świętego spokoju.- powiedział z dumą Emmett.
Wszyscy spojżeli na niego wilkiem.
-Gdybyś mnie nie wkórzał to byś miał święty spokój.- zaczeliśmy
się śmiać, Emmett się zawstydził, ale nie dał tego po sobie poznać.
-Dziękuję wam, to bardzo chojny gest.- podziękowałam jeszcze raz.
-Jeszcze raz nie ma sprawy.- powiedział Carlisle, podszedł do mnie
i podał klucz, zapewne od mojego domku.
-Zaraz, jeszcze jedno, kto je zrobił?- spytałam pokazując na klucz.
-Jasper.- opdpowiedziała Esme.
Westchnęłam.
-Oddaj odbitki.- powiedziałam do Jaspera i wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Skąd wiedziałaś?- spytał zmieszany.
-Oddaj.- powiedziałam spokojnie.
Wszyscy się na niego patrzyli, wiedziałam, że tego nienawidził.
-Eh dobrze.- schował dłoń do kieszeni i wyjął trzy odbitki mojego klucza.
Podał mi je.
-Aż trzy?- spytałam się go.
-Wolę być ostrożny.- powiedział i schylił głowę.
-To pogwałcenie prywatności, ale wybaczam ci.- niepotrafiłam być zła na niego.
Uśmiechnął się do mnie i puścił mi oko.
Też się uśmiechnęłam, żadko to robiłam, ale lubiłam to.
-Wracjmy już, Eleazar czeka na nas.- powiedział Carlisle.
-Eleazar jeszcze jest?- spytłam.
-Tak. Czeka aż wrócimy mam go zawieść, chce już jechać.- no tak nie
miał samochodu, bo przyjechaliśmy moim.
-No to choćmy.- powiedziałam.
Zaczęliśmy biec, zajęło nam to parę chwil, bo od mojego domku
mieliśmy ze dwa kilometry.
Przy domu stał Eleazar.
-Możemy już jechać, Eleazarze.- orzekł Carlisle.
-Doskonale.- opowiedział mu Eleazar.
Wszyscy weszli do domu, Carlisle poszedł po samochód,
zostaliśmy tylko ja i Eleazar.
-Mam im powiedzieć o tarczy?- spytałam się go szepcząc.
-Jak chcesz, lepiej byś im to powiedziała.- też szepczał.
-Ale znasz ich będą się jeszcze bardziej o mnie denerwować,
a Emmett się będzie ze mnie śmiał, nie chcę tego.
-Poradzisz sobie, jesteś silna jesteś jak hammer.- powiedział już normalnie,
bo Carlisle właśnie po niego podjeżdżał.
Wszedł do samochodu.
-Nie wiem dlaczego tak do mnie mówicie, ale to lubię.
Przemyślę to co powiedziałeś i miłej drogi, a i posrów wszystkich,
a zwłaszcza Irinę i przygotuj się, bo będziesz musiał wszystko opowiedzieć
Irinie począwszy od przywiezienia mnie tutaj, zakończywszy na twoim
odjeździe z tąd.- wolałam by się przygotowł przed naskokiem Iriny,
już mu współczułam.
-Oczywiście, do zobaczenia Elenore.- powiedział.
-Do zobaczenia Eleazarze, pa pa Carlisle.- porzegnałam się i ruszyli,
a ja weszłam do domu.
-I co maluszku? Wiesz myślałem, że jak będziecie z Edwardem w
jednym aucie to się pozabijacie, a tu widzę jesteś cała, chociaż bez ciebie byłoby nudno,
z kogo bym mógł żartować, bo napewno ani z mojej Rose,
ani z Jaspera, ani z Alice został mi tylko Edward, ale on tak
się nie wkurza jak ty. - powiedział do mnie Emmett.
-Maluszku?-spytałam.
-Hej nie moja wina, że jesteś taka mała, każdy ci to powie,
jesteś mniejsza nawet od Alice, a to krasnal do jasnej ciasnej.- wszyscy się
śmiali z mojego wzrostu, przecież małe jest piękne,
a ja jestem najpiękniejsza prócz Rose oczywiście, ona jest najładniejsza.
Lubiłam swój wzrost.
Nierozumiem czemu wciąż się z niego śmieją lub mówią,
że trzeba mnie wysłać do podstawówki i dlatego zaczęłam prostować włosy,
bo wyglądałam na dwanaście lat, a nie na dziewiętnaśćie, prostowałam je do tego stopnia,
że mam tak proste i nie muszę używać już prostownicy,
bardzo tęsknie za moimi lokami, gdyby Aro mnie zobaczył z tymi włosami
załamałby się to on zawsze mówił, że mam najpiękniejsza włosy na świecie
i nigdy nie widział tak naturalnych loków.
-Taka już moja uroda, ale powiem coś by ci dopiec czym jesteś niższy
tym lepszy w walce.- Aro zawsze mi to powtarzał on nigdy się nie śmiał z mojego
wzrostu, a jak ktoś się ze mnie nabijał to było już po nim.
Aro mówił wszystkim, że jak ktoś będzie się ze mnie nabijał to niech
spodziewa się najgorszgo i za to go kocham.
-A jeśli jesteś mną to pokonasz nawet takiego lilputa
jak naprzykład ty.- Emmett się nabijał,
Jasper był już zdenerwowany.
-Ty myślisz, że pokonasz mnie?- spytałam się go.
-Oczywiście, dużo trenowałem i znam już wszystkie twoje sztuczki.- szachnął się.
-A założysz się, że przegrasz?- następny zakład w tym tygodniu,
normalnie czułam się jak w siódmym niebie.
-No pewno, dwadzieścia dolarów dla zwycięscy.- zaśmiałam się.
-Tylko?- to było bardzo mało jak na niego.
-Pięćdziesiąt.- spojżałam na niego ze znaczącą miną.
-Dobra sto pięćdzieśiąt, więcej nie podniosę stwaki.- krzyknął.
-Okej wystarczy na nowe buty.- uśmiechnęłam się.
-Hej hej hej macie się natychmiast uspokoić, nie będzie tu żadnej walki!- krzyknęła Esme.
-A kto mówił, że walka odbędzie się tutaj wyjdziemy an dwór.- powiedziałam.
-Żadnej walki tutaj ani nigdzie.-powiedziała.
-Elenore mogę cię na chwilkę prosić?- spytał Jasper.
Pociągnął mnie za sobą, że nawet  nie mogłam odpowiedzieć mu.
Wyszliśmy na dwór, oddaliliśmy się o kilka metrów od domu.
-Nie będziesz z nim walczyła.- powiedział gdy staneliśmy.
-A właśnie, że będę.- skrzywiłam się.
-Dobrze jak chcesz, ale wtedy zachowsz się jak on.
-Możesz mówić jaśniej.- spytałam.
-Wasze kłótnie wszystkich wkórzają, zazwyczaj kończą się tym,
że robisz to co zaproponował ci Emmett.
-Wcale nie!- krzyknęłam
-Tak Elenore, właśnie tak postępujesz, zachowujesz się jak dziecko
czyli w tym wypadku jak Emmett, chyba nie chcesz tego?-spytał
-Pewnie, że nie.- odpowiedziałam.
-To zrób coś czego się nie spodziewa, coś na przekór sobie,
coś czego nigdy w stosunku do Emmetta byś nie zrobiła.
-Sporóbuję.- podeszłam do niego i pocałowałam go w polik.
-Grzeczna dziewczynka.- często to powtarzał
Weszłam do domu wyjęłam ze spodni sto pięćdzieśiąt dolarów
i rzuciłam je tuż przed nos Emmetta.
-O co ci chodzi?- zapytał mnie.
-Masz, wygrałeś. Poddaję się.-szkrzywiłam się jak dziecko.
-Słucham?- spytał.
-Walkover jak nie rozumiesz to sprawdź w słowniku, dobranoc, cześć.
Wybiegłam z domu i pobiegłam do swojego domku, po drodze słyszałam
głupkowaty śmiech Emmetta.
Weszłam do domu nie chciało mi się go zwiedzać dogłębnie,
zjadłam coś tylko, wzięłam szybki przysznic i poszłam spać,
musiałam opowiedzieć Carlisle 'owi o moim śnie to mnie bardziej nurtowało, bardziej o tego,
że nie mam już tarczy, od tego, że Irina zasmakowała mojej krwi,
a nawet śmiejącego się nienormalnego Emmetta, teraz potrzebowałm się tylko snu...