5 Domek
-Gdzie mnie ciągniesz?- spytałam się Alice po raz setny,
gdy prowadziła mnie przez las po którym kręciłyśmy się już pare godzin,
za rękę z zakrytymi oczmi.
-Zobaczysz, to nispodzianka.- byłam ciekawa co to było,
nienawidziłam niespodzianek.
-Z okazji moich urodzin.- powiedziałam.
-Oczywiście, eh, wyduś z siebie choć trochę entuzjazmu, bardzo się nad
tym napracowaliśmy, więc chociaż udawaj, że ci się podoba.- nie lubiła jak
ktoś dużo mówił, a sama była w tym nie do pokonania.
-Dobrze, dobrze. To kiedy dotrzemy na miejsce i zdejmiesz mi te głupią
opaskę z oczu?- byłam strasznie zła gdy nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie.
-Jesteśmy na miejscu.- orzekła i zciągnęła mi opaskę z oczu.
Przede mną stali wszyscy Carlisle, Esme , Jasper, Emmett i Rosalie,
Edwarda nie było siedział jeszcze w Alasce, pewnie Tanya była w niebo wzięta.
Wszyscy stali przed uroczym domkiem, który zapewnie wybudowali
sami dla mnie, jak by nie mogli zapłacić ludziom by go zbudowali, ale pewnie
by zajęło to sporo czasu. Byłam zachwycona, domek miał jedno piętro
i był w kolorze czystej czerwieni takiej jaką lubiłam.
Ogrodzony był przesłodkim płotkiem w kolorze czarnym.
Nie mogłam wydusić z siebie słowa, by ktoś zrobił coś takiego i to dla mnie,
dla osoby, która utrudnia im życie od kilkudziesięciu lat.
Nie wiem jak oni to zrobili, że się niedowiedziałam, pewnie kiedy wychodzili
na polowania, ale nie chciało mi się w to wnikać.
Esme zwróciła uwagę na naszyjnik, który podarowała mi go wraz z
Carlisle 'em, który najwyraźniej wysunął się zza dekoldy mojej sukienki,
uśmiechnęła się jeszcze szerzej, chociaż myslałam, że to niemożliwe.
Milczałam tak jak wszyscy, powinnam coś powiedzieć.
Alice odezwała się pierwsza.
-Podoba się?- spytała.
Postanowiłam, że wkońcu się odezwę.
-Jest niesamowity, nie wiem co powiedzieć, oh dziękuję
wam wszystkim.- tylko na to mnie
było stać.
-Ah nie ma sprawy.-powiedziała Esme.- Widzię, że spodobał ci się naszyjnik.- ups teraz nie miałam zielonego pojęcia co na to mam odpowiedzieć.
Kiwnęłam tylko głową, i spojżałam na naszyjnik.
-Chcesz zobaczyć wnętrze?- zmieniła temat Alice, byłam jej
za to barzdzo wdzęczna.
-Oczywicie.- aż krzyknęłam. Alice zaprowadziła mnie do domku.
W środku było ciemno, tylko dlatego bo dom znajdował się
w środku ciemnego lasu.
-Oto salon.- Alice pokazała tak jak by chciała mi go sprzedać.
Salon był nieduży, ale przestronny, dywan był w kolorze kremowym,
przy ścianie potawiony był stół przy którym mogłam coś zjeść,
trochę dalej widniała kanapa obita bronzową skurą, a przed nią na ścianie
wisiał duży plazmowy telewizor. Salon był połączony kuchnią z nowoczesnym
i bardzo wyszukanym wyposażeniem. Wszystko było idealne i dokończone
więc mogłam się założyć iż lodówka jest pełna.
Cały dom został wybudowany z bardzo solidnego drewna więc nie musiałam
się martwić, że zaraz sufit spadnie mi na głowę.
-Jest super.- powiedziałam.
-Ale nie widziałaś najlepszego.- wzięła mnie za rękę i zaprowadziła
na górę po drewnianych schodach w kolorze kości słoniowej.
Znalazłyśmy się w korytarzu.
-Po prawej jest toaleta, obok duża łazienka -ładnie podkreśliła
słowo "duża"-, a po prawej twoja sypialnia.
Otworzyła dzrzwi, weszłyśmy do środka.
We wnątrz było podobnie do mojej sypialni w Volterre,
myślałam, że się popłaczę, tylko łóżko miałam te same jak z ich domu,
nie wiem jakim sposobem tak szybko je przenieśli, pewnie gdy Alice
kręciła się ze mną po lesie próbując doprowadzić mnie na miejsce,
byłam ciekawa dlaczego nie biegłyśmy, ale już się domysliłm.
Obraz zprzed kilkunastu wieków wisiał na chonorowym miejscu na przeciwko łoża z baldachimem. Sypialnia była ciemna i paliły się w niej tylko świeczki.
Było mi jak w domu, pewnie Carlisle porozumiewał się z Aro.
-To przepiękne, jest bajecznie.- powiedziałam z zachwytem kiedy
już wyszłyśmy z domku.
-Bardzo nas cieszy, że ci się podoba, trochę nam zajęło wybudowanie,
ale wszystko się udało.
Przenieśliśmy tu wszystkie twoje rzeczy, -ruszali moje
rzeczy?!-, więc możesz się już ty wprowadzić, oczywiście możesz przebywać
z nami kiedy tylko zechcesz, było by nam bardzo miło.- powiedział Carlisle,
a już myślałam, że chciał mnie się tak poprostu pozbyć.
Pewnie, że będę tam ciągle przebywać, bo tam jest Jasper i Rose,
ale przede wszystkim Jasper.
-Oczywiście, ale chcę wiedzieć jeszcze jedno.- powiedziałam.
-Słucham, mów.- orzekł Carlisle.
-Dlaczego zbudowaliście ten domek?- wiedziała, że będe żałować tego pytania,
ale co mi tam.
-Chcieliśmy zrobić tobie przyjemność, bo wiemy jak bardzo
tęsknisz za swoim domem, -wiedzą, bo wciąż i wciąż to im powtarzam,
zrobiło mi się głupio,- jak coś lub ktoś cię zezłości, - Carlisle spojżał na Emmetta,
ten się uśmiechnął,- to zawsze możesz przyjść tutaj.
-To znaczy ja zostałem zmuszony do budowania tego domku,
więc nie myśl sobie, że zrobiłem to dla ciebie, zrobiłem to dla
świętego spokoju.- powiedział z dumą Emmett.
Wszyscy spojżeli na niego wilkiem.
-Gdybyś mnie nie wkórzał to byś miał święty spokój.- zaczeliśmy
się śmiać, Emmett się zawstydził, ale nie dał tego po sobie poznać.
-Dziękuję wam, to bardzo chojny gest.- podziękowałam jeszcze raz.
-Jeszcze raz nie ma sprawy.- powiedział Carlisle, podszedł do mnie
i podał klucz, zapewne od mojego domku.
-Zaraz, jeszcze jedno, kto je zrobił?- spytałam pokazując na klucz.
-Jasper.- opdpowiedziała Esme.
Westchnęłam.
-Oddaj odbitki.- powiedziałam do Jaspera i wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Skąd wiedziałaś?- spytał zmieszany.
-Oddaj.- powiedziałam spokojnie.
Wszyscy się na niego patrzyli, wiedziałam, że tego nienawidził.
-Eh dobrze.- schował dłoń do kieszeni i wyjął trzy odbitki mojego klucza.
Podał mi je.
-Aż trzy?- spytałam się go.
-Wolę być ostrożny.- powiedział i schylił głowę.
-To pogwałcenie prywatności, ale wybaczam ci.- niepotrafiłam być zła na niego.
Uśmiechnął się do mnie i puścił mi oko.
Też się uśmiechnęłam, żadko to robiłam, ale lubiłam to.
-Wracjmy już, Eleazar czeka na nas.- powiedział Carlisle.
-Eleazar jeszcze jest?- spytłam.
-Tak. Czeka aż wrócimy mam go zawieść, chce już jechać.- no tak nie
miał samochodu, bo przyjechaliśmy moim.
-No to choćmy.- powiedziałam.
Zaczęliśmy biec, zajęło nam to parę chwil, bo od mojego domku
mieliśmy ze dwa kilometry.
Przy domu stał Eleazar.
-Możemy już jechać, Eleazarze.- orzekł Carlisle.
-Doskonale.- opowiedział mu Eleazar.
Wszyscy weszli do domu, Carlisle poszedł po samochód,
zostaliśmy tylko ja i Eleazar.
-Mam im powiedzieć o tarczy?- spytałam się go szepcząc.
-Jak chcesz, lepiej byś im to powiedziała.- też szepczał.
-Ale znasz ich będą się jeszcze bardziej o mnie denerwować,
a Emmett się będzie ze mnie śmiał, nie chcę tego.
-Poradzisz sobie, jesteś silna jesteś jak hammer.- powiedział już normalnie,
bo Carlisle właśnie po niego podjeżdżał.
Wszedł do samochodu.
-Nie wiem dlaczego tak do mnie mówicie, ale to lubię.
Przemyślę to co powiedziałeś i miłej drogi, a i posrów wszystkich,
a zwłaszcza Irinę i przygotuj się, bo będziesz musiał wszystko opowiedzieć
Irinie począwszy od przywiezienia mnie tutaj, zakończywszy na twoim
odjeździe z tąd.- wolałam by się przygotowł przed naskokiem Iriny,
już mu współczułam.
-Oczywiście, do zobaczenia Elenore.- powiedział.
-Do zobaczenia Eleazarze, pa pa Carlisle.- porzegnałam się i ruszyli,
a ja weszłam do domu.
-I co maluszku? Wiesz myślałem, że jak będziecie z Edwardem w
jednym aucie to się pozabijacie, a tu widzę jesteś cała, chociaż bez ciebie byłoby nudno,
z kogo bym mógł żartować, bo napewno ani z mojej Rose,
ani z Jaspera, ani z Alice został mi tylko Edward, ale on tak
się nie wkurza jak ty. - powiedział do mnie Emmett.
-Maluszku?-spytałam.
-Hej nie moja wina, że jesteś taka mała, każdy ci to powie,
jesteś mniejsza nawet od Alice, a to krasnal do jasnej ciasnej.- wszyscy się
śmiali z mojego wzrostu, przecież małe jest piękne,
a ja jestem najpiękniejsza prócz Rose oczywiście, ona jest najładniejsza.
Lubiłam swój wzrost.
Nierozumiem czemu wciąż się z niego śmieją lub mówią,
że trzeba mnie wysłać do podstawówki i dlatego zaczęłam prostować włosy,
bo wyglądałam na dwanaście lat, a nie na dziewiętnaśćie, prostowałam je do tego stopnia,
że mam tak proste i nie muszę używać już prostownicy,
bardzo tęsknie za moimi lokami, gdyby Aro mnie zobaczył z tymi włosami
załamałby się to on zawsze mówił, że mam najpiękniejsza włosy na świecie
i nigdy nie widział tak naturalnych loków.
-Taka już moja uroda, ale powiem coś by ci dopiec czym jesteś niższy
tym lepszy w walce.- Aro zawsze mi to powtarzał on nigdy się nie śmiał z mojego
wzrostu, a jak ktoś się ze mnie nabijał to było już po nim.
Aro mówił wszystkim, że jak ktoś będzie się ze mnie nabijał to niech
spodziewa się najgorszgo i za to go kocham.
-A jeśli jesteś mną to pokonasz nawet takiego lilputa
jak naprzykład ty.- Emmett się nabijał,
Jasper był już zdenerwowany.
-Ty myślisz, że pokonasz mnie?- spytałam się go.
-Oczywiście, dużo trenowałem i znam już wszystkie twoje sztuczki.- szachnął się.
-A założysz się, że przegrasz?- następny zakład w tym tygodniu,
normalnie czułam się jak w siódmym niebie.
-No pewno, dwadzieścia dolarów dla zwycięscy.- zaśmiałam się.
-Tylko?- to było bardzo mało jak na niego.
-Pięćdziesiąt.- spojżałam na niego ze znaczącą miną.
-Dobra sto pięćdzieśiąt, więcej nie podniosę stwaki.- krzyknął.
-Okej wystarczy na nowe buty.- uśmiechnęłam się.
-Hej hej hej macie się natychmiast uspokoić, nie będzie tu żadnej walki!- krzyknęła Esme.
-A kto mówił, że walka odbędzie się tutaj wyjdziemy an dwór.- powiedziałam.
-Żadnej walki tutaj ani nigdzie.-powiedziała.
-Elenore mogę cię na chwilkę prosić?- spytał Jasper.
Pociągnął mnie za sobą, że nawet nie mogłam odpowiedzieć mu.
Wyszliśmy na dwór, oddaliliśmy się o kilka metrów od domu.
-Nie będziesz z nim walczyła.- powiedział gdy staneliśmy.
-A właśnie, że będę.- skrzywiłam się.
-Dobrze jak chcesz, ale wtedy zachowsz się jak on.
-Możesz mówić jaśniej.- spytałam.
-Wasze kłótnie wszystkich wkórzają, zazwyczaj kończą się tym,
że robisz to co zaproponował ci Emmett.
-Wcale nie!- krzyknęłam
-Tak Elenore, właśnie tak postępujesz, zachowujesz się jak dziecko
czyli w tym wypadku jak Emmett, chyba nie chcesz tego?-spytał
-Pewnie, że nie.- odpowiedziałam.
-To zrób coś czego się nie spodziewa, coś na przekór sobie,
coś czego nigdy w stosunku do Emmetta byś nie zrobiła.
-Sporóbuję.- podeszłam do niego i pocałowałam go w polik.
-Grzeczna dziewczynka.- często to powtarzał
Weszłam do domu wyjęłam ze spodni sto pięćdzieśiąt dolarów
i rzuciłam je tuż przed nos Emmetta.
-O co ci chodzi?- zapytał mnie.
-Masz, wygrałeś. Poddaję się.-szkrzywiłam się jak dziecko.
-Słucham?- spytał.
-Walkover jak nie rozumiesz to sprawdź w słowniku, dobranoc, cześć.
Wybiegłam z domu i pobiegłam do swojego domku, po drodze słyszałam
głupkowaty śmiech Emmetta.
Weszłam do domu nie chciało mi się go zwiedzać dogłębnie,
zjadłam coś tylko, wzięłam szybki przysznic i poszłam spać,
musiałam opowiedzieć Carlisle 'owi o moim śnie to mnie bardziej nurtowało, bardziej o tego,
że nie mam już tarczy, od tego, że Irina zasmakowała mojej krwi,
a nawet śmiejącego się nienormalnego Emmetta, teraz potrzebowałm się tylko snu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz