1 Nowa
-Elenore wstawaj!- usłyszałam kszyk Jaspera.
-Co pali się?-przewróciłam się na prawy bok i spadłam z łóżka.-Au!
-Nic ci się nie stało?- spytał przerażony Jasper, i pomógł mi wstać.
-Auć...Nie, nic się nie stało, od łóżka do podłogi dzieli mnie, przecież,
10 centymetrów.
-Musimy już jechać do szkoły, mała, no chodź!
-Szkoła?! Jasper nie męcz mnie nią, mam jej dosyć, daj mi spokój idę spać!- spojżał
się na mnie wykrzywiony, wiedziałam, że urzywa na mnie swojego przeklętego daru,
ja go też mam i tak za często go nie używam, może tylko dlatego, bo i tak
wszyscy się mnie słuchają, ale są wyjątki... Nienawidziłam jak tego używał, ale
najbardziej byłam zła jak urzywał tego na mnie, zawsze i tak się mu poddawałam,
bo nie miłam ani motywacji, ani siły by się z nim kłócić.
-Dobra, już schodzę.- uśmiechnął się, tak kochałam jak był zadowolony,
i bardzo lubiłam go uszczęśliwiać.
-Grzeczna dziewczynka -powiedział uszczęśliwiony Jasper i wyszedł z pokoju.
-Masz 15 minut! -powiedział z dołu. Ubierałam się na czarno, czarne spodnie,
czarna koszulka z jedwabiu i tylko bielizna była różowa no i błękitny sweter.
Pobiegłam do mojej wielkiej łazienki, która była dołączona do mojego pokoju,
uczesałam swoje długie, proste jak drut (bo je prostuję) i piękne włosy. Wszyscy
w mojej prawdziwej rodzinie mieli czarne włosy, tylko moje były w kolorze
ciemnego blondu. Po uczesaniu się umyłam moje kły, oczywiście tylko ja jako
wampirzyca mam kły cała moja rodzina, ma zwykłe, ale śnieżnobiałe, zęby, czasem
nawet ich uzębienie odstrasza ludzi, i dlatego ja uśmiecham się całą gębą tylko w domu,
albo wśród swoich.Wzięłam swóją czarną torbę i zbiegłam na dól.
Oczywiście na dole wszyscy, czyli jak zwykle tylko Edward i Emmett patrzyli na
mnie jak by mnie mieli zaraz zabić.
-Może nauczycie się trochę cierpliwości, głąby?
-Elenore wyrażaj się do swoich braci!- uwagę zwróciła mi Esme.
-Dobrze będę grzeczna, ale tylko w domu.- odpowiedziałam jej.
-Dobre chociaż i to.- powiedziała.
-Co tak stoimy, jedziemy już?!- krzyknęłam.
-Dobra jedziemy autem Edwarda.- powiedział Emmett.
-Co znowu Volvo Edwarda? Znowu Edward będzie gościu!
Chłopaki zaczęli się śmiać, nawet Alice, Esme i Rose zaczęły cicho chichotać.
Rosalie moja muza, uwilbiam ją, dlatego że jest piękna, mądra ,chociaż wszyscy
uważają, że jest głupia, a przede wszystkikm traktuje mnie poważnie.
-Co Edward gościu?! Trzeba by mu przerobić twarz w photoshopie.- orzekł
roześmiany od ucha do uch Emmett. Edward zmrurzył oczy i zrobił niewyraźną minę.
-Lepiej się odwróć, Emmett.- powiedziała Alice i przytuliła się do Jaspera.
Emmett odwrócił się, Edward szykował się do skoku na niego.
-No dalej Edward, mnie nie pokonasz!- rzucił Emmett
-Hej chłopaki tylko bez bójek!- krzyknął Carlisle.
-Ma tu być spokój, zrozumiane.- uspakajała ich Esme.
Pożegnaliśmy się z Carlisle 'em i Esme, wyszlismy z domu i wpakowaliśmy
się wszyscy do srebrnego Volvo Edwarda. Oh Edward jak ja go nienawidzę,
on jest jakiś dziwny, nie to, że ja nie jestem, ja akurat się z tym nie kryje.
Więc Edward nigdy nie traktuje mnie poważnie w jego oczach jestem zwykłą
dziewczyną nie księżniczką, wogóle! Jestem dla niego nikim, żeby chociaż
byłabym siostrą, choć tego nie chcę, nie dla niego tu jestem tylko dla Jaspera
i dlatego, że Aro wysłał mnie tu by nie dorwali mnie wrogowie czyli
"dzieci księżyca", wilkołaki, które zmieniają się się tylko wtedy gdy na niebie
jest księżyc. To oni polują na takie wampiry jak ja, bo od naszej krwy będą silne
i nie dopokonania i zawładnęłyby naszym światem zabiły by wszytkich wampirów,
albo zostawili jako niewolników. "Dzieci księżyca" najbardziej pragną mnie, bo to ja
jestm najlepsza, zawsze się tym cieszyłam, ale z czasem uważałam to jako przekleństwo.
Są bardzo niebiespieczne i to jedyne stworzenia, których nie potrafię pokonać,
moje moce na nich nie działają i cholernie się ich boję już kilka razy mnie dorwały,
ale mnie odratowano. Ale i tak gdyby nadażyła się okazja to bym z tąd uciekła.
Po części to jest prawda, ale poprostu chciałabym być w swoim pokoju w Volterze
i ten tron w sali tronowej, za Aro, który spełnia wszystkie moje rzyczenia, za jednym
zamachem mojego Felixa poprostu za tym wszystkim tęsknie, prócz nienawidzącej
mnie Jane, napalonym na mnie Demetrim i jeszcze Kajuszem, który tak jak Jane,
gdyby mógł to by się mnie pozbył. Ale nie mogła bym uciec!
Jeden Emmett by mnie dogonił i powstrzymał, nie to że bym go nie pokonała to
oczywiste, że jstem od niego silniejsz i szybsza, ale on też jest niezły.
Dwa zabardzo kocham Jaspera, to on przed wszystkim mnie broni i znam
go najlepiej z całej mojej przybieranej rodziny. On jest najlepszy i nigdy bym
go nie zostawiła, już znam jego numery...
A i zostało trzy, trzy Aro znowu by mnie tu zawrócił!
-Co nasza księżniczka się nie wyspała?- zażartował sobie ze mnie Emmett,
ciekawę jaką miałam minę kedy myślałam.. Emmett, jak ja go niecierpię,
niecierpie jak ze mnie żartuje i się ze mnie śmieje, jak by nie mógł sobie znaleźdź
nikogo innego do wygłupów, ale chociaż on jest lepszy od Edwarda, Emmett
bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego KIM JA JESTEM,
i dlatego się ze mnie wyśmiewa.
Niecierpię go!
-Oh przymknij się Emm, tak zgadłeś nie wyspałam się.- oparłam się o siedzenie i odwróciłam wzrok.
-I co nie pobijesz mnie, ani nic?- spytał Emmett.
-A co chcesz znowu przegrać z księżniczką?- odpowiedział ironicznie mu Jasper.
Wszyscy się zaczeli śmiać, Emmett odwrócił się i przeklinał pod nosem.
-Bardzo zabawne, tylko ta księżniczka potrafi powalić całą armię wampirów w
minutę, bo jest nienormalna.- nie zamierzałam się z nim bić, miałam go głęboko
w dupie. Resztę drogi przesiedzieliśmy w milczeniu. Kiedy nareszcie dojechaliśmy
na parking szkolny, zebrało mi się na wymioty, dlaczego?
To proste, nienawidzę szkoły!
Wyszliśmy z samochodu, na dworze było zimno i wilgotno, kilka osób się na
nas spojżało, ale szybko odwrócili wzrok, pewnie dlatego, że zobaczyli moją minę.
Uwilbiałam to. Weszliśmy do szkoły, wszyscy byli jacyś dziwni, zazwyczaj
zachowywali się tak gdy rok szkolny się kończył, ale przecież minęło połowa semestru.
Zaraz, zaraz to chyba dzisiaj, właśnie, miała przyjść ta nowa, zapomniałam
jak jej na imię. Nienawidziłam nowych wciąż się na nas gapią.
Pamiętam jak przyjechaliśmy do Forks z Alaski i przenieśliśmy do tej szkoły,
wszystkie spojżenia kierowały się w naszym kierunku!
Weszliśmy do środka, w wewnątrz było trochę cieplej. Pierwszy był WOS
miałam go z Rose.
Podeszlismy do swoich szafek. Wziełam książki i schowałam je do torby.
Stanęłam koło Jaspera i Alice, oni mieli matematykę razem z Emmettem.
Niegdzie nie było Edwarda.
-Gdzie jest Edward?- spytałam.
-Już poszedł do klasy. -odpowiedziała Alice.
-Jazz wiesz, że niedługo są moje urodziny? -powiedziałam mu,
a on zrobił tylko wielkie oczy.
-To chyba za 2 dni? -spytał.
-Tak to już 1091 urodziny.
-To zorganizuję imprezę!- wykrzyczała Alice i klasnęła w recę.
-Żadnych imprez. -powiedziałam surowo.
-Dobra, dobra, a prezenty?- spytała.
-Są mile widziane.- powiedziałam.
-Eh ty.- Alice kochała organizować przyjęcia, ale ja nielubiłam imprez.
Za minutę miał zadzwonić dzwonek.
-Powinniśmy iść już do klas, zaraz będzie dzwonek. -orzekłam
-Dobra do zobaczenia, mała.- powiedział Jasper i pocałował w policzek.
-Pa Alice.- porzegnałam się.
-Cześć Elenore.- odeszli. Podeszłam do Rosalie, żegnała się jeszcze z Emmettem.
Kiedy odszedł złapałam ją pod ramię i zaczęłyśmy podążać do klasy.
-Nareszcie, Rose, myślałam, że nigdy go nie puścisz.- powiedziałam ironicznie.
-A jak ty się żegnasz z Jasprem? - uśmiechneł się.
-No dobra, wiesz, że pojutrze kończę 1091 lat?
- Jaka ty jesteś stara!- zaczeła się śmiać.
-Tak wiem, dobrze, że na tyle nie wyglądam.
-Tak, ty zawsze będziesz śliczna.
-Chcę pojechać do Denali.- zrobiłam nietęgą minę.
-Czemu?- spytała.
-Bo dawno się z nimi nie widziałam i muszę się zobaczyć z Eleazarem,
narazie nie mów tego nikomu, dobrze?
-Pewnie, na mnie możesz liczyć.
-Oczywiście, że tak, Rose, zawsze o tym wiedziałam.
Weszłyśmy do klasy i usiadłyśmy w ławcę. Zadzonił dzwonek,
nauczyciel przyszedł do klasy i odrazu zaczął lekcję. Lekcja była tak nudna,
że postanowiłam nie słuchać. Zajęłam się natomiast malowaniem swojej
wymażonej kreacji na urodziny, mam tyle kasy, że nawet gdyby suknia
kosztowała miliony stać by mnie na nią było. Uśmiechnęłam się i
przypatkiem odsłoniłam swoje kły, zazwyczaj nieczesto to robię.
Ale zawsze mi się upiecze i nikt tego nie zobaczy,
niestety w tym momęcie spojżał się na mnie nauczyciel, zaczął się na mnie
dziwnie gapić, a ja udawałam ,że nie wiem o co chodzi. W końcu odwrócił się
i zabrał się do przerwanej lekcji, a ja do rysownia. To było niebespieczne,
ale zawsze nauczyciel mógłby przypatkiem zaginąć, nie pojawić się następnego
dnia w szkole, rodzina zacznie rozwieszać ulotki....
Dobra pora przestać tak marzyć. Lekcja trwała długo, po niej poszliśmy
z Rose do innych.
Koło szafek, gdzie zazwyczaj się spotykaliśmy po lekcjach, stali już wszyscy.
Rosalie podeszła do Emmetta i go poacłowala, a ja podeszłam do Jaspera
i go utuliłam.
-I jak tam było na WOS- sie?- spytał Jazz
-Nie za dobrze.- odpowiedziałam.
-A co się stało, nauczyciel kazał ci odpowiedzieć na pytanie,
a ty nie wiedziałaś jak i rzuciłaś się na niego?-spytał rozbawiony Emmett.
-Nieee...-spojżałam znacząco na Emmetta- uśmiechnęłam się i było mi
widać kły.
-I co nauczyciel zszedł ze strachu?- Emmett jest taki głupi.
-Nieee...Upiekło mi się jak zwykle.
Przez całą przerwę staliśmy przy szawkach. Gdy zadzwonił dzswonek,
poszłam z Emmett 'em do klasy, mieliśmy angielski. Nienawidziłam tej lekcji
chyba tylko dlatego, bo miałam ją z Emmett 'em. Lekcja dłużyła się w nieskończoność,
jeszcze calutką lekcje Emmett trącał mnie ołówkiem w łokieć. Kiedy lekcja się
skończyła poszlimy z Emmett 'em do pozostałych.
Miałam teraz plastykę z Jasperem, Alice, Rose i Emmett 'em. To moja ulubiona
lekcja, nie tylko dlatego, bo mam ja z Jasperem, ale też, bo nauczyciel ma nas gdzieś,
robimy co chcemy, a i tak wpisuje nam dobre oceny. Usiadliśmy na swoich miejscach.
Po plastyce, miałam biologię z Jasperem, a po niej matematykę,
nicierpię matematyki, jeszcze na moje nieszczęście byłam tam z Edwardem
i lekcja długo trwała, teraz była najlepsza chwila w szkole - długa przerwa.
Weszliśmy do stołówki. Usiadliśmy na swoich miejscach, jak zawsze ja
przy Jasperze.
-(...)Alice, Rosalie, Emmett, Edward i Jasper.- usłyszeliśmy nasze imiona.
Zostaliśmy niewzrószeni, taki nasz kamuflasz, ale w myślach:
"Jak Isabella Swan pachnie zaraz nie wytrzymam, skup się na czymś innym,
a właśnie czemu Elenore się tak na mnie gapi?"- spytał siebie Jasper w myslach.
No tak jak się skupiam na czyiś myślach to robię taką głupią minę.
"Jazz' y uspokój się! Nie myśl o jej zapachu, i jak ja się na ciebie
gapiłam?!" - kszyknęłam w myślach.
"Dobra mała, spróbuję"- odpowiedział mi.
"Okej Jazz kocham cię"
"Ja ciebie też, mała"
Ciekawę co pomyślała Rosalie:
"Nowa, i teraz w kółko będzie się na nas gapić i jakaś dziwna jest
i brzydka"- to akurat była prawda ta Isabella była paskudna.
"Masz rację Rose, paskudna, dobrze, że ty jesteś chociaż śliczna, bo było
by tu ochydnie."- Rosalie jest najpiękniejsza na świecie, jeżeli ktoś zaprzeczy
dowale mu!
"Dzięki, śliczna"-powiedziała
"Nie ma za co zawsze mówię prawdę" -uśmechnęłam się. Rose ironicznie się na
mnie spojżała.
"Zawsze prawdę?"- spytała.
"No dobra czasem"- odwróciła wzrok.
No dobra czas na Emmetta:
"Te żarcie wygląda ochydnie"- debil.
"Jaki ty jesteś głupi, Emmett!"- powiedziałam. Nie odpowiedział, nagle
poczułam wielki ból w lewej nodze.
-Emmett!!!- krzyknęłam na cały głos, dobrze, że w stołówce jest tak głośno,
że nikt mnie nie usłyszał.
-Słucham, dziewczyno?- niecierpiłam jak tak do mnie mówił. Powiedział to
jak by nie wiedział o co chodzi. Tak bolało, że nie mogłam
wyksztusić z siebie słowa.
-Co się stało? Nell?!- Jasper zaczął krzyczeć.
Kiedy się już uspokoiłam.
-Emmett kopnął mnie z całej siły w nogę, w lewą nogę!- powiedziałam.
Jasper zrobił nieprzyjemną minę.
-Ona powiedziała, że jestem głupi!- tłumaczył się jak małe dziecko.
-Ale w te nogę nie wolno ci ją bić!- krzyczał Jasper.
Tak lewa noga, nienawidzę jej. To noga, której tak jakby "nie zauważył jad".
I dlatego mówią, że jestem nienormalna. No jeszcze dlatego, bo jestem nienormalna
czyli w środku jestem człowiekiem, a nazewnątrz wampirem, jeszcze jak już
wiadomo mam kły, a to nienormalne i mam dary wszystkich wampirów na całym
świecie, i tych, którzy wiedzą, że maja te dary i tych, którzy nawet jeszcze powstały.
Wyszliśmy ze stołóki. Miałam teraz WF z Alice, a Jazz, Emmett
i Rose mieli matematykę, Edward miał teraz biologię i był sam jakie to fajne.
Po Wf- ie Alice szybko wybiegła z sali gimnastycznej, oczywiście ja za nią.
Jak zawsze ja szłam z podniesioną głową dumnie jak na księżniczkę przystało.
Edward był już przy szafce, minę miał jak by wyszedł z kina po obejżeniu jakiegoś
trasznego horroru.
-Co Edward masz taką minę?- spytałam.
-Elenore bez żartów, to było niebespieczne doświatczenie z nową.- miałam to gdzieś.
Poszłam do klasy od hiszpańskiego, z Edwardem i Emmettem.
Siedziałam jak najdalej, w pewnej chwili coś się stało z Edwardem,
aż nauczycielka zainterweniowała, Edward wyszedł z klasy.
W samochodzie wszyscy byli niespokojni, dlatego bo na biologii okazało się,
że z Edwardem chodzi ta nowa Isabella, ta która tak "pachnie".
Tak intensywnie jej krew pachniała, że Edward prawie się nie powstrzymał
i musielibyśmy się przeprowadzać. Znowu.
-Dlaczego chcesz wyjechać, Edward, nie możesz tego zrobić pomyśl
o Esme o Carlisle' u!!!- krzyczała Alice tylko po to by powstrzymać
Edwarda od wyjazdu.
-Pojadę do Denali do Tanyi tam będę miał spokój, muszę wyjechać w
inny sposób mógłbym ją zabić!- powiedział, a raczej wykszyczał Edward.
-Do Tanyi...- powiedział Emmett.
-Przymknij się!- krzyknął Edward.
-W takim razie jadę z tobą.- powiedziałam, nawet nie zwróciłam uwagi na to
jak wszyscy się na mnie spojżeli, bardzo chciałam zobaczeć się z Eleazarem
coś mi moce szwankują, a pozatym lubię wkórzać Edwarda
i to bardzo.- uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy...
Komentujcie, błagam...
OdpowiedzUsuńFajne. xddd
OdpowiedzUsuńB. Ciekawe.