niedziela, 19 czerwca 2011

Rozdział 2 -Mroczna Historia:)

2 Mroczna historia
Wiedziałam, że Edward jest rozwścieczony, ale to dla mnie było jak
najpyszniejsza słodycz, Edward był zły, zły na mnie, to cudowne!
Jechaliśmy już do Denali do Parku Narodowego w Denali gdzie
mieszkali Tanya, Kate, Irina, Carmen i Eleazar. Eleazar ma dar wyczuwania
mocy i mówienia co z nimi się dzieje, naprzykład moja moc tarczy nie działa,
nie mogę kurde normalnie myśleć tylko wiem, że Edward siedzi teraz w
mojej głowie, to chore!
-A jak ty siedzisz w mojej, ja się nie wkórzam to normalne, masz taki dar
i nie możesz tego zatrzymać.- powiedział Edward.
-Haha, jak byś chciał to byś mógł. Ja to się martwię czemu ostatio nie
działa mi tarcza.- to było głupie, gadanie z Edwardem o swoich problemach.
-Może dlatego, że ją tak często urzywasz?- uśmiechnął się, nie powinien
tego robić, powinien być zły.
-Czy ty kurde robisz mi na złość?! Wiesz, że lubię kiedy jesteś zły na mnie,
a teraz się uśmiechasz co ci odbiło?!- teraz jak on jest radosny to ja jestem zła.
-Możesz to nazwać robieniem na złość, poprostu mnie rozbawiasz, że tak się
przejmujesz, że jedna moc na tysiąc nie działa.
-Hej! Renata używa tarczy wciąż, wciąż i wciąż, za co jestem jej wdzięczna,
że chroni Aro, i jakoś jej działa do cholery!
-Fajnie, idź już spać, bo mam dosyć twojego trajkotania, a do granicy mamy
jeszcze trochę.- powiedział.
-Dobra, ale jak mnie nie obudzisz przy granicy i strażnik się zapyta czy
mam paszport, a ty powiesz, że pierwszy raz widzisz mnie na oczy to cię
zabije, masz to jak w banku!
-Oh super pomysł, ale wtedy rzuciłabyś się na strażnika
i zastraszyłabyś go Aro.-nienawidzę go.
-No dobrze zamknij już się psycholu.
-Dobranoc.- oh jak ja nienawidziłam jak był dla mnie miły
po to by mnie wkórzyć!
-Spadaj!- nie mogłam się już doczekać kiedy zobaczę się z Iriną,
bo z Eleazarem tylko w sprawie interesów, jak ja to nazywam.
Mnie i Irinę łączą niesamowite więzi, bardzo się kochamy, jest
dla mnie jak siostra, jak narazie nie kocham nikogo bardziej,
prucz Jaspera, od niej, to moja podpora, mogę się jej wypłakać,
a ona może się mnie wyżalić, nawet czasem żali się na mnie, ale mnie
to nie przeszkadza. Z nikim nie jestem tak związana i Iriny, jako jedynej, nie oszukuję.
No może, ale tylko raz i obiecałam to jej matce. To ja stwożyłam Irinę, pierwszą
i ostatnią osobę, którą stworzyłam. Tanye i Kate stworzyła Sasha ich matka, tak jakby.
Sashę poznałam kiedy uciekłam od Carlisle' a wydawała się miła
i była bardzo samotna więc się do niej przyłączyłam, Sasha tak samo
jak Carlisle miała wstręt do zabijania ludzi i dlatego przedstawiłam jej tezę
Carlisle' a, a ona szybko się do niej przystosowała.
Pewnego późnego wieczoru wyszłam razem z Sashą na spacer,
bo miałyśmy po uszy siedzenia w dzień w zamkniętym domu.
Przechodziliśmy właśnie koło zamkniętego sklepu z odzieżą,
gdy nagle nadjechał powóz. Konie biegły jak szlone jak by się czegos
przestraszyły.
Niedaleko przed powozem szły trzy kobiety z bogatego domu,
bo były dobrze odziane.
"Sasha ten powóz zaraz je rozjedzie!"- krzyknęłam do Sashy.
W tym samym momęcie usłyszałyśmy krzyki i warczenie koni.
Sprawca wypadku ze strachu odjechał dalej robiąc jeszcze gorsze zamieszanie.
Podbiegłyśmy do nich.
"Są w strasznym stanie, te dwie żyją, a ta trzecia nie miała szans to
ją najbardziej stratowały konie."- powiedziała Sasha.
"To Kate i Tany, a ta która nie żyje to Irina. Co z nimi zrobimy?"-spytałam.
"Zabierzemy je ze sobą i w domu postanowimy, ja wezmę Tanye i Kate,
a ty weź te nieżywą."
"Dobrze, musimy zatrzeć ślady jak to się wytłumaczy?"
"Jak je zaniesiemy, przyjdziesz tu i zetrzesz krew."
"Nie ma sprawy, to biegnijmy już, Sasho."
W domu:
"Zmienie je, proszę Elenore, są za młode by umrzeć!"- wykrzyczała Sasha.
"Ale to niebespieczne nie mamy doświadczenia z nowonarodzonymi wampirami,
nie chcę interwencji Volturi, jak je zobaczą to je zlikwidują!"- tak naprwdę nie
chciałam by tu przyszli, bo by mnie z tąd zabrali do Carlisle' a,
a ja chciałam wolności.
"Elenore ja tak bardzo chcę już je pokochałam, będę na nie uważać
i wezmę je na swoją odpowiedzialność, przysięgam ci."- jak ona coś powiedziała
to to spełniała, Sasha nigdy nie kłamała, no może raz, ale w tej samej sprawie co
ja, mówiła ,że stwożyła Irinę.
"Dobrze, Sasho, zrób to."- uśmiechnęła się, była dla mnie jak matka, której
nigdy nie miałam.
"Ty w tym czasie, słonko, idź zakopać gdzieś Irinę, tak żeby nie było
jej widać."
"Dobrze."-nie chciałam tego zrobić, tylko dlatego, bo nie chciałam się ubrudzić.
Wyszłam na dwór, na rękach miałam skonaną Irinę.
Kiedy na nią spojżałam, aż serce mi się krajało: młoda, piękna
i pochodziła z dobrego domu.
Mimo, że wiedziałam, że nie było dla niej żadnej szansy postanowiłam
spróbować ją uratować. Nie mogłam tak normalnie jej zakopać i odejść.
Położyłam ją na ziemi i ugryzłam. Irina była tak nieprzytomna, że nic nie
czuła i nie krzyczała, w odróżnieniu do Tanyi i Kate, które wydzierały się
wniebogłosy, było mi to bardzo na rękę, bo byłyśmy na dworzu, a 70 metrów
od naszego domu mieszkali ludzie, i tak nasz domek był położony jak najdalej
od siedzib ludzkich. Trzymałam nieprzytomną Irinę na rękach i wróciłam do Sashy.
Gdy zobaczyła mnie z Iriną na rękach i ranę, którą zrobiłam jej na szyji przez
ugryźnięcie, zrobiła wielkie oczy.
"Coś ty zrobiła jej już się nie da pomóc!"-wykrzyczała Sasha.
Ja tylko poszłam do swojego pokoiku, położyłam Irinę na moim łóżku
i położyłam się obok niej. Wiedziałam, że się uda, bo Irina trochę podrygiwała,
gdy powiedziałam o ty Sashy, ona tylko:
"Kobieta ma szczęście, że się udało, ale nie mów, że to ty ją zmieniłaś,
nie chce by to poróżniło te siostry."
"Oczywiście, Sasho, i tak by to była za duża odpowiedzialność,
a gdyby Aro się o tym dowiedział wziął by ją do siebie,
a tego nie chcemy."- powiedziałam. Aro by ją zabrał, dlatego że osoba
zmieniona przezemnie, przez m ój jad jest bardzo silna, i trochę niebespieczna.
Wtedy o tym nie pomyślałam i teraz próbuję ochronić Irinę. Kiedy dziewczyny
już były po przemianie było trudno, ale po jakimś czasie wszystko
wróciło do pożątku.
Któregoś razu kiedy byłam już pod opieką Jaspera, ale jeszcze nie
mieszkaliśmy u Cullen 'ów i nawet Alice nie znaliśmy, nie prowadzilam się już z Sashą.
Padał właśnie deszcz, a to moja ulubiona pora gdy wychodzę pobyć trochę sama. Sasha mnie znalazła.
"Elenore musisz mi pomóc!"- zaczęła krzyczeć.
"Dobrze, ale w czym?"- spytałam się jej. Rozpięła szeroką kurtkę,
co było było dziwne, bo była bardzo szczupłą osóbką.
Z kórtki wyjęła małe zawiniątko, odkryła je, a tam było dziecko,
ale to nie było zwykłe dziecko, to było "nieśmiertelne dziecko" takie,
które w świecie wampirów było zabronione, ponieważ takigo dzicka
nie można ujażmić, jest takie słodkie i takie śliczne, aż nie można mu się
oprzeć, ale takie malutkie dziecko potrawi wybić całe miastko w godzinę!
"Sasha to ty je stworzyłaś?!"- chłopczyk był taki piękny, że nie mogłam
odwrócić od niego wzroku.
Miał śliczne brązowe loczki, pyzate policzki. Był bardzo malutki, a
w buzi trzymał kciuka, choć wiedziałam, że wolałby coś innego.
"Ja, a niby kto?! Uratowałam je jego matka leżała nieżywa, cała we krwi,
a obok męszczyzna z bronią, strzelił w niego, rozumiesz,
w dziecko!"- tylko debile, albo ćpuny, tak postepują.
"Rozumiem, ale czy to był jedyny powód, dlaczego je uratowałaś?"- wiedziałam
kiedy nie mówiła całej prawdy, bardzo dobrze ją znałam.
"No jest coś jeszcze..."
"Mi możesz powiedziać, nikomu nie powiem, przysięgam na
wszystko."- jeśli chodzi o tajemnice to mi można zaufać.
"Jak jeszcze byłam człowiekiem to urodziałam synka, który wyglądał
tak samo jak ten chłopiec, ale mój malutki zmagał się z ciężką chorobą
i gdy miał dwa latka zmarł, wtedy popadłam w depresję, i to mnie wykończyło,
więc sztrzeliłam sobie w głowę i jakiś wampir mnie znalazł i zmienił, a potem
odszedł i nawet ga na oczy nie widziałam! Tylko błagam cię, Elenore, nie mów
tego nikomu nawet dziewczynką."- nigdy nie wiedziałam, że stało się jej coś tak
okrutnego, a znałam ją od 80 lat, oczywiście z przerwami, przecież musiałam
widywać się z Aro, w końcu to mój brat.
"Przysięgam, Sasho, że nigdy nikomu nie powiem tego."
"Dziękuję ci, Elenore, bardzo cię kocham."- i mnie przytuliła.
Vasilli trochę jęknął.
"Dobrze musimy was gdzieś ukryć."- nie chciałam by Volturi nas znaleźli.
Byliśmy na granicy między Hiszpanią, a Prtugalią. W Portugali mieliśmy
się ukryć w oceanie. Prawie się nam udało, ale złapali nas. Aro spojżał na
mnie z politowaniem, kiwną głową do straży i nas złapali. Zabrali nas do
dziewczyn, Sasha wolałaby, żeby zabili ją w Portugali, a nie na oczach córek.
Na miejscu puścili nas, a pojmali dziewczyny.
"Ale o co tu chodzi?"- powiedziała Tanya.
Sasha zaczęła je bronić.
"Zostawcie je, one nic nie wiedzą!"- krzyczała.
"Ale oczym nie wiemy?"- spytała Irina.
Postanowiłam, że też zacznę je bronić.
"Aro, wiem o tym tylko ja!"- powiedziałam.
"I to mnie właśnie martwi, Elenore, zawsze powtarzałaś, że jak ktoś
łamie prawo to spotyka go kara."- orzekł zmartwoiny Aro.
"Wiem, ale wtedy nie miałam takiej wiedzy, wciąż byłam trzymana
w zamknięciu! Kiedy posmakowałam wolności już wiedziałam jak żyją tacy
jak Sasha lub napszykład Carlisle. Nie możesz mi zabrać jedyną osobę,
która mnie bardzo kocha, która jest dla mnie jak matka, która kocha mnie
bardziej niż mój rodzony brat, którą to ja kocham bardziej od
ciebie!"- trafiłam w samo sedno, nienawidził jak mówiłam, że kocham,
kogoś bardziej od niego. Był jeszcze bardziej zły. Spojżał na mnie.
"Jak możesz tak mówić, Elenore, przecież wiesz, że ja kocham cię najbardziej,
nikt nie kocha cię mocniej."- nie miałam zielonego pojęcia czy mówił wtedy prawdę.
"Mylisz się ta osoba stoi tu, a na rękach ma "nieśmiertelne dziecko"!- dziewczyny
spoglądały ze smutkiem na matkę.
Aro zdenerwował się bardziej.
"Dosyć tego, Elenore, moja droga...- powiedział do Sashy- mogłabyś podać
mi swą dłoń?"- wyciągnął do niej rękę. To nie było pytanie, to był rozkaz.
Sasha wręczyła mi w ramiona
Vasilli 'ego, Volturi syknęli, a ja pokręciłam głową nie dowierzając ich
głupocie.
Kiedy Sasha podała mu swą dłoń, dziewczyny warknęły.
Aro dla lepszej koncentracji zamknął oczy. Bałam się najgorszego jak już
otworzy swe szkarłatne oczy,  zakończy swoje przemówienie i zrobi coś strasznego 
zlikwiduje Sashę
i Vasilli 'ego. Bardzo go pokochałam, w końcu spędziłam z nim dwa mięciące na
ucieczce przed Volturi, Vasilli był superaśnym dzieckiem.
Aro otworzył oczy...
Spojżał na Vasilli' ego i powiedział:
"Takie małe, a takie niebespieczne."- Vasilli syknął, przytuliłam go do
siebie mocniej.
Podeszła do nas Sasha i wzięła ode mnie maleństwo. Aro zaczął mowę końcową.
"Czy wiecie dlaczego się tu zjawiliśmy? Znaleźlismy się tu ponieważ
ta kobieta -wskazał palcem Sashę- postanowiła stworzyś sobie
"nieśmiertelne dziecko", chociaż wiedziała, że to jest bewzględnie zabronione.
Złamanie tego prawa należy srogo ukarać, czyli zlikwidować osobę, która
złamała prawo i "nieśmiertelne dziecko", a tagże wszystkich, którzy mieli z
tym coś wspólnego..."- spojżał na dziewczyny.
"Aro mówiłam ci już, że one o niczym nie wiedziały!" -musiałam je chronić za
wszelką cene dla Sashy. Ale musiałam uważać na to co mówię, Aro był w
dobrym humorze.
"Możliwe, Elenore. Nie lubimy takiej pracy, ale to nasza powinność."- przemówinie
Aro dobiegło końca. Wszyscy o tym wiedzieli, Sasha, Tanya, Irina, Kate,
ja, a co najważniejsze Aro.
 A tak chciałam tego uniknąć.
Zabardzo kochasz Sashę i nie możesz dopuścić
do jej śmierci.- powtarzałam sobie w myślach.
"Aro, proszę, błagam nie rób tego. Wiesz, żę nigdy nie miałam kogoś
takiego jak matka, a Sasha jest dla mnie kimś takim, bardzo ją kocham,
nie zabieraj mi jej, błagam. Wiesz jak będę cierpieć i jak to będzie
boleć Kate, Irinę i Tanye. Pomyśl o tym, Aro,
proszę cię." -wylałam w te wypowiedź całe swoje serce.
"Ta kobieta złamała prawo, naraziła nas na
niebiespieczeństwo."- powiedział.
Dziewczyny patrzyły się na matkę, wiedziały, że już nic nie da się zrobić,
a ja uparcie próbowałam jej pomóc.
"Vasilli, to znaczy te dziecko, wcale nie jest niebespieczne, jest bardzo spokojny i pije tylko
krew zwierząt, jak Sasha, jej córki tak jak Carlisle, bo to ja poddałam
ten pomysł Sashy."
"Ja tak bardzo ich kocham , dajcie im szanse, proszę."- nie miałam już
pomysłów na uratowanie ich. Jak zaatakuje Volturi nie oszczędzą nikogo,
prucz mnie, zabiją dziewczyny, a Sasha by tego nie chciała.
"Volturi nie dają drugiej szansy!"- odezwał się poraz pierwszy Kajusz.
"Felix, Demetri, Santiago i Alec."- powiedział Aro. Chłopaki doskoczyli
do mnie i zablokowali w uścisku. Zaczęłam się wyrywać, podobnie do dziewczyn.
Sasha mocno przytuliła do siebie Vasilli 'ego i skuliła się na ziemi.
Aro podszedł do niej i wyjął zapałki.
"Aro nie wisz co robisz, błagam przestań!!!"- zaczęłam krzyczeć
tak jak dziewczyny.
Aro zapalił zapałkę i żucił nią w Sashę i Vasilli 'ego. Sash wydała z siebie
krzyk jej ostatni krzyk w życiu. Stanęli w płomieniu.
"Nie!!!"- krzyknęłyśmy.
Chłopaki mnie puścili, ale dziewczyny nadal trzymali.
Aro podszedł do Tanyi i wyciągnął w jej kierunku dłoń.
"Tylko nie rób niczego, podaj mu te dłoń, zobaczą, że nie macie z tym nic
wspólnego i odejdą." -przekazałam to Tanjy w myślach.
"Jak mogę dotknąć tego, który zabił mi matkę?!"-Kszyczała w myślach.
"Nie daj mu tej satysfakcji, Tanyo!"- kiwnęła do mnie głową.
Podała mu dłoń, ale wiedziałam, że chętnie by go wtedy zabiła.
Później powtórzył te czynność z Iriną i Kate.
Kate próbowała go torturować prądem, ale był chroniony przez tarczę
utworzoną przez Renatę.
"Miałaś rację, Elenore, nic nie wiedziały o  tym, fascynujące, ale czemu
powiedziała o tym tylko tobie?"- spytał się mnie.
"Bo mi ufała i wiedziała, że mnie nic nie zrobicie, chciała je ochronić
przed wami!"- biedne dziewczyny miały teraz tylko mnie i oczywiście siebie.
"To znaczy, że wiedziała, iż ją złapiemy. A więc czemu sprawiła sobie
tamto dziecko?"-bardzo mnie w tamtej chwili denerwował, chciałam,
żeby dał mi już spokój.
"Tego nie mogę zdradzić. Idźcie już nie jesteście tu mile widziani,
i przez nie i przezemnie!- byłam zła do kości. Nie chciałam go już
widzieć nigdy w życiu.
Puścili dziewczyny i odeszli.
"Czemu nam nic nie powiedziała?"-spytała się Tanya.
Dotknęłam jej ramienia.
"Chciała was uchronić, bo bardzo was kochała."- powiedziałam.
"To niespawiedliwe!"- powiedziała Kate.
"To prawda, moja droga takie jest życie."- schyliłam glowę.
"Zostaniesz z nami?"- spytała Irina.
Chciała bym została, bo teraz potzrebowały dużego wsparcia, ale ja też go
potrzebowałam, a tylko Jasper mógł mnie pocieszyć.
"Przepraszam, ale muszę wracać, do mojego przyjaciela pewnie mnie już szuka."
"Rozumiem"-powiedziała Irina. Pożegnałyśmy się i wyruszyłam w drogę.
Niegdy nie myślałam, iż coś takiego może stać się komuś kogo kocham,
osobie takiej dobrej i takiej niewinnej jak moja matka, Sasha.
Nie ona powinna tam spłonąć tylko ja, to ja jestem zła, ona była usposobieniem dobra
i za wszelką cene chciała mnie zmienić, bo byłam jej córką, którą bardzo kochała.
Najgorsze było to, że ja kochałam ją tak samo mocno jak ona mnie.
Powinnam zostać z siostrami, tego by chciała Sasha, ale muszą sobie
poradzić same, ja nie pasuję do tak dobrych ludzi jakimi są moje siostry.
Bardzo już tęskniłam za Jasperem, a tylko trochę czasu rozłonki z nim to
katurgi dla mnie i dla niego.
Sasha była mi matką, nie ona jest moją matką naprawdę i nikt
jej mi nigdy nie zastąpi, nikt nie jest tak samo dobry jak ona, powinna dostać
puchar za najlepszą kobietę świata, tak bardzo ją kochałam i tak
bardzo będzie mi jej barkować.
Będę tęskniła tagże za siostrami jak diabli, ale napewno wszytsko się ułoży.
Ponieważ kochałam je nad swoje własne, ważne życie musiałam je opuścić.
Nie wiedziałam jak sobie poradzą, ale są silne i mają siebie nawzajem.
Ale jeżeli chdzi o mnie to tylko udaję taką silną tak naprawdę jestem słaba.
Wyjęłam swój telefon ,jako jedyna w rodzinie miałam najlepszy,wyciągnęłam słuchawki, wsadziłam je w uszy, położyłam się, podkręciłam muzę na maksa i w końcu zasnęłęłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz