sobota, 2 lipca 2011

Rozdział 3 - Tarcza:)

3 Tarcza

-Ej ty, obudź się!- krzyknął Edward.
Otworzyłam oczy nawet nie wiem ile spałam.
Słuchawki nadal miałam w uszach, ale muzyka nie leciała, bo
wyładowała mi się bateria w komórce.
-Co się stało?- spytałam.
-Wyjmij paszport, idzie straż graniczna.- powiedział.
-Jest noc?- przez mocno przyciemniane szyby nie mogłam rozróżnic
czy jest no, czy dzień.
-Tak, Elenore, słońce nie świeci, a i przykro mi z powodu Sashy.- orzekł
przygaszonym głosem. Otworzyłam szeroko oczy. Myślałam, że mnie nie słysz,
a jednak prędko muszę się spodkać z Eleazarem.
-Ty to wszystko słyszałeś?
-Za głośno myślisz, ale nie bój się nikomu nie powiem.- nie wieżyłam mu.
-Serio? Kłamiesz!- nigdy nie był dla mnie miły, no tylko kiedy chaciał
mnie zdenerwować!
-Chcę być lojalny wobec Tanyi i jej sióstr.- oczywiście,
dla mnie by tego nie zrobił.
Nie interesuje go fakt, że jesteśmy przybieranym rodzeństwem,
oh nienawidzę go.
-Strażnik zapukał w szybę, kiedy Edward ją uchylił, strażnik zajżał do środka.
Wyglądał miło, miał jakieś 40 lat i nie był dość wysoki, można by
powiedzieć, że Bóg pokarał go też nadwagą. Nie powinien zostać
strażnikiem, pewnie ma znajomości. Uśmiechał się zamiast wyglądać hardo!
-Państwa paszporty, proszę.- poweidział nie przestając się uśmiechać. Dałam Edwardowi swój, a on podał je strażnikowi. Trochę to trwało, ale doczekanie przyszedł strażnik, z naszymi paszportami.
-A gdzie piękna para wyjeżdża?- spytał się nas strażnik.
-Para?!- krzyknęliśmy razem i się skrzywiliśmy.
-Jedziemy zwiedzić Park Narodowy w Denali i nie jesteśmy parą,
Edward to mój brat!- powiedziałam- Zakała rodziny.- szepnęłam tak
by strażnik mnie nie uślyszał, ale Edward owszem.
Przewrócił oczami.
-Oj przepraszam, ale wpadka, miłego zwiedzania.- powiedział zaczerwieniony
strażnik i machając, że możemy jechać, odszedł.
Pojechaliśmy dalej. Po paru minutach.
-Jak mógł pomyśleć, że jesteśmy parą?! Przecież ja czuję do
ciebie tylko obrzydzenie!- krzyczałam z niedowierzenia.
-I nawzajem, Elenore.- odpowiedział mi pięknym za nadobne.
Przez parę minuta się do siebie nieodzywaliśmy, ale oczywiście
ja bez mówienia długo nie wytszymam. Zaczęłam gadać o szkole.
-W szkole uważają nas za starożytnych ludzi z XXI wieku.- czasem na
przerwach lubię podsłuchiwać myśli niektórych ludzi ze szkoły.
-Plecą paradoksy.- on chyba mnie nie zrozumiał, serio jest tępy.
-I właśnie o tym właśnie mówię! Każy powiedziałby "plecą bzdury",
a my, że plecą paradoksy, o matko!- zaśmiał się.
-Czyli mam mówić tak? Okej lala teraz będę cię słuchał,
mowa...- wkórzał mnie.
-To nie jest śmieszne.-ale on się śmiał.
-Ale mnie bawi. Jesteś z nas najstarsza i zachowujesz się jak dziecko
i jakbyś dorastała w tym właśnie wieku.
-Bardzo dobrze wtapiam się w tłum!- to prawda zawsze potrafiłam
nieżle się maskować.
-Zachowujesz się jak jakaś księżniczka!- chyba nie przemyślał tego
co powiedział, ale tego było już za wiele!
-Staaaań!!!-samochód staną.- Pobiegnę!-otworzyłam drzwi, wyskoczyłam
i zamknęłam je z ogromnym hukiem. Nachyliłam się nad otwartą szybę ze
strony Edwarda i powiedziałam.
-Dla twojej wiadomości, Edward, od roku 1011 przed naszą erą.
jestem księżniczka!- powiedziałam. Odwróciła, się, rozejżałam się czy
nikogo nie ma i zaczęłam biec.
Nikogo, z ludzi, nie napotkałam na drodzę.
Według mojej ostatniej wizji, dziewczyny, Carmen i Eleazar
kupili mi przezen tylko jeszcze nie wiem jaki. Oh już dzisiaj kończę 1091 lat.
Biegnąc tak sama czułam się swobodnie, nikt mi nie przeszkadzał,
nikt mi nie grzebał w głowie, no poprostu roskosz.
Będę szybsza od Edwarda, bo tak wogóle jestem szybsza od wszystkich
i wszystkiego na całym świecie.
Dobiegłam już do lasu, czyli do Prku Narodowego w Denali.
Przebiegłam jeszcze parę kilometrów i przed sobą ujżałam dom,
duży dom, to było schronienie Tanyi i całej reszty. Robiło się już
coras jaśniej, ale przez drzewa nie przebijało się śwaitło i dlatego
było tam tak ciemno.
Podbiegłam do drzwi. Niezdąrzyłam nawet zapukać, a zostały otwarte.
W drzwiach stała Tanya.
-Wszystkiego najleprzego…-powiedziała i mnie utuliła.
-Dziękuje, Tanyo. Edwarda jeszcze nie ma?- wiedziałam, że nie ma,
ale chciałam się upewnić.
-Edwarda? Nie, niestety jeszcze go nie ma, no choć.- westchnęła.
Tanya jak zwykle ciągle zakochana w Edwardzie.
Nie może przecierpieć tego, że on nieodwzajemnia jej uczuć.
Zawsze mówię jej jedno, że nie jest jej wart.
-Dobrze…-tylko to powinnam powiedzieć.
Pociągnęła mnie za sobą.
W salonie byli Irina, Kate, Eleazar i Carmen.
-Oh Elenore, jak dobrze cię widzieć.- powiedziała Irina,
podbiegła do mnie i mnie przytuliła.
-Ciebie też dobrze widzieć. Tak jak was wszystkich.
Oh Eleazar?- powiedziałam.
-Tak słucham?- spytał.
-Tarcza mi niedziała!- niegdy nie miałam ułomności,
może nie działła mi, bo mam za dużo darów?!
-Pózniej się tym zajmę,a i wszytkiego najleprzego.- powiedział z uśmiechem.
Czemu później, nienawidziłam czekać, czhciałam załatwić to jak najszybciej.
-A teraz chcemy byś zobaczyła nasz prezent, wybieraliśmy go dla ciebie
przez trzy tygodnie!- orzekła przeszczęśliwa Kate.
- A co to jest?- spytałam. Tanya podeszła do mnie.
-Wyciągnij dłoń.- rozkazała. Wyciągnęłam do niej rękę, a ona
podała mi coś małego.
Okazało się, że to klucz do samochodu, ale do niezwykłego
samochodu, tylko do najszybszego i najładniejszego auta na świecie,
do Lamborgini.
-O matko zawsze chciałam mieć taki wózek,
oh dziękuję wam!- podeszłam do każdego i przytuliłam ich.
Byłam szczęśliwa jak dziecko z nowej zabawki.
-Nie ma sprawy, choć go zobaczyć.- powiedział Eleazar.
Wyszliśmy na zewnątrz i poszliśmy do garażu. Pośród kilku innych
aut stało prześliczne czarne Lamborgini, i to takie o jakim mażyłam.
Musiałam coś powiedzieć.
-Kto się ze mną ściga, nie dodam, że napewno przegra.- spytałam.
Kochałam się ścigać, z zwłaszcza z pieniądze...
-To może ja się skuszę!- to był Edward, myślałam,
że będzie dłużej jechał.
-Edward...- powiedziała Tanya, a ja przewróciłam oczami.
-Ty Edward chcesz się ze mną ścigać? Nawet Emmett nie daje sobie
ze mną rady, a co dopiero ty?!- i tak się z niego śmiałam,
oczywiście nie obyło się bez ostrego spojżenia Tanyi, ale przejdzie jej,
przecież często przy niej obrażam Edwarda.
Dotychczas ścigałam się już z Emmettem i Jasperem oni kochają ścigać
się o kasę podobnie do mnie, uwielbiają hazard.
Kiedyś się nawet raz ścigałam się z Edwardem, ale wygrałam
i byłam pewna, że teraz też bym powtórzyła moje zwyci ęstwo.
Jak wygrywałam mercem Carlisle' a i Esme, z Jeppem Emmetta
to wygram moim Lamborgini z Volvo Edwarda.
-To moja sprawa, czy jestem dobry czy nie, Elenore.- nie chciałam
się z nim kłócić i bardzo chciałam by Tanya zobaczyła jego
porażkę w wyścigach.
-Zgoda! Jak wygram to dajesz mi 200 $ jak przegram to ja daję
tobie 300 dolców, i co ty na to?- właściwie mogłam powiedzieć tylko to,
że ja wygram, bo to już było pewne, ale on mi czyta w myślach,
a ja przewidywuje przyszłość.
-Przystaję!- powiedział. Uwielbiam to.
Stanęliśmy na STARCIE razem z samochodami.
Oczywiście wszyscy liczą na Edwara.
Ale to tylko pozory w duchu wiem, że są po mojej stronie,
a przynajmniej Irina.
Edward śmiał się jak głupi do sera, co mu odwaliło,
pewnie nawet sam Bóg nie wie.
Zjadłam ostatniego chipsa i wsiadłam do auta.
Wyjęłam z kieszeni gumę do żucia i włożyłam dwa kawałki do ust,
bez jedzenia nie przeżyje, to moje Credo, "Kiedy nie jeż jesteś słaby",
i dlatego ja ciągle coś jem, wszyscy mówią, że to moje uzależnienie,
tak właściwie to mówią prawdę, ale ja się do tego nigdy nie przyznam.
Eleazar miał powiedzieć "START", jedyny, który na nikogo nie głosuje,
bo uważ, że takie wyścigi są bardzo szczeniackie, szczere.
-Gotowi?!- sptał, kiwneliśmy głową,- Start!!!- krzyknął. Ruszyliśmy.
O tej porze roku było zimno i padał śnieg, więc jeździło się strasznie ,
a w lesie było jeszcze gorzej.
Edward prowadził, powinnam się bardziej skupić,
a nie zwracać uwagę na byle co!
Wyprzedziłam go, byliśmy już przy MECIE prowadziliśmy łeb w łeb.
Wszyscy już byli na miejscu, kochałam te szybkość.
Auto Edwarda może się schować przy moim.
Wiedziałam już, że wygram ja, byłam tego pewna.
To dzięki mojej intuicji i zdolności, a tagże
dzięki temu, że przewidziałam moją wygraną.
Moje Lamborgini przekroczyło linie mety,
a Edward dojechał zaraz z mną.
Wyszłam z auta, Edward też tylko ja byłam uradowana,
a on był zły do kości.
-I co nadal to jest twoja sprawa czy jesteś dobry czy nie?- spytałam się go.
Uśmiechnął się.
-Gratulackje, Elenore jesteś naprawdę dobra.- szczęka
mi opadła, pogratulował mi?!
"Nie dam ci tej satyswakcji."- powiedział Edward w myslach.
A jednak był zły to mi wystarczało.
-Dziękuje, Edwardzie, ale ja o tobie nic miłego nie powiem,
albo...nie niedoczekanie.- kochałam go dręczyć.
-No i co, cieszę się twoją wygraną w końcu są twoje urodziny.- fajnieee...
-Jestem lepsza, jestem lepsza, jestem lepsza, jestem lepsza, jestem lepsza,
jestem lepsza, jestem lepsza, jestem lepsza!!!- zaczęłam go drażnić.
-Skończyłaś już, Elenore?- spytała Tanya.
-Tak. A ty gorszy, a ty gorszy, a ty gorszy, a ty gorszy, a ty gorszy,
a ty gorszy, a ty gorszy, a ty gorszy, a ty gorszy,
a ty gorszy!!!- jak ja to kochałam, zachowywałam się
jak małe dziecko, które wygrało z rodzeństwem i się tym chwali,
ale trzeba się chwalić swoimi atutami, i dlatego tak wyzywająco
się ubieram, podkreślam to, że jestem panną.
-Cała Elenore, źle by było gdyby była normalna.- powiedział Eleazar.
-Tak, to prawda. Choć Eleazar, miałeś coś zrobić z moim
problemem.- już tęskniłam za Jasperem, a co dopiero tu
przyjechałam, zostanę tu do jutra i jadę do domu swoim superaśnym
autem, a i muszę zadzwonić do Jaspera.
-Dobrze, choć.- poszliśmy do jego i Carmen sypialni.
Usiadłam na łóżku.
-To o co chodzi?- spytał.
-Od kilku dni nie mogę włączyć tarczy, nie wiem
co stało się z nią, pomórz!- byłam zdesperowana zawsze
wszystko mi działało, prucz muzgu.
Zamknął oczy i się skupił. Po chwili.
-Nie czuję byś miała taki dar jak "tarcza".- otworzyłam
tylko szeroko oczy.
-Słucham?! Przecież od kiedy powstałam miałam tarczę,
sam ją kiedyś wyczułeś. Co stało się, że już jej nie mam?!- byłam strasznie zła,
pewnie na dole mnie słyszeli, nie zapowiadało się ciekawie,
Aro jest pewny, że mam ten dar i jestem bespieczna, a tu dupa.
-Przeżyjesz?- spytał.
-Nie wiem. Wiem tylko, że jestem głodna.- zeskoczyłam z łóżka.
-To do ciebie podobne.
-Tak wiem.- zbiegłam osowiała na dół.
Edward rozmawiał o czymś z Tanyą, która była wpatrzona
w niego jak w ósmy cud świata. Nie wiem co ona w nim widzi.
Eleazar zszedł na dół i usiadł obok Carmen,
która rozwiązywała krzyżówki, nie wiem co ją w tym
tak podniecało i tak wszystko wiedziała.
Wziełam z szawki paczkę paluszków marcepanowych,
i usiadłam przed telewizorem koło Iriny, Kate szukała czegoś w komputerze,
więc nie chciałam jej w tym przeszkadzać.
-Słyszałam.- powiedziała Irina.
-Ale co?- chodziło jej o moją tarczę.
-Że nie masz już tarczy.
-A wiesz dlaczego?- spytałam.
-Niestety, nie mam bladego pojęcia.
Cały dzień przesiedzieliśmy nie ruszając się nigdzie.
Tylko ja chodziłam do kuchni jak skończyło mi się jedzenie.
Dobre było dla mnie, że (ogromnie) dużo jadłam, a nie tyłam.
-Idę się przejść do lasu.- orzekł Edward.
-A kogo to obchodzi?- spytałam. Nawet na mnie nie spojżał,
tylko wyszedł.
Świnia.
Wszyscy wrócili do swoich zajęć.
Nie mogłam uwierzyć, że nie mam tarczy to był mój ulubiony dar,
a zaraz po nim czytanie w myślach.
Było już późno, więc wyszłam z domu i poszłam do garażu.
Wyjęłam z Volvo Edwarda moją kosmetyczkę i weszłam do chałupy.
-Jestem zmęczona pójdę się upożądzić i idę spać.
-Dobranoc.- powiedzieli na raz.
-Dziękuję, miłej nocy.- i pobiegłam do mojego pokoju, zawsze wolnego,
bo lubię tu często przyjeżdżać.
Kiedy skończyłam wiczorną toaletę, położyłam się do łóżka,
a z pod niego wzięłam dużą paczkę chipsów. Wyjęłam telefon
i wstukałam dobrze mi znany numer.
Odebrał po jednym sygnale.
-Elenore?- spytał. Jak dobrze było słyszeć jego głoś.
-Tak to ja, tęsknie za tobą Jasper.- odrazu mu to powiedziałam.
-Tak jak ja, mała. Wszystkiego najlepszego. Jak tam minął dzionek?
-Już od rana było strasznie, jak dotarłam na miejsce to było w miarę,
ale później było okropne.
A i dostałam czarne Lamborgini.
-Lamborgini?! Ale ci zazdroszcze, musi być szybkie
wyprubywowałaś go już?- kochał szybkie auta i wszystko co było szybkie.
-Tak ścigałam się nim z Edwardem i wygrałam!- chociaż to mnie trochę pocieszało.
-Mogłem się domyślić. Jak przyjedziesz to też mamy dla ciebie prezenty.
-Wiem, widziałam, ale nie widziałam jakie.
-A dlaczego później było okropnie?- zapytał.
Nie chciałam mu mówić o tarczy.
Skłamałam.
-Edward nie jest na mnie zły.- przyznałam ze sztucznym smutkiem.
-Naprawdę, zawsze kipiał ze złości na ciebie.- powiedział zdziwiony.
-Tak wiem. Wiesz jestem zmęczona i chcę już spać.
-Dobrze uważaj na siebie, wiem , że zawsze uważasz, ale nigdy nic nie wiadomo,
jak jutro przyjedziesz to porozmawiamy.
-Tak zawsze na siebie uważam, bardzo cię kocham, Jasper, pozdrów
Alice i miłej nocy.- porzegnałam się.
-Pozdrowie i też cię bardzo kocham, dobranoc, Elenore.- i się rozłączył.
Byłam roztrzęsiona tym, że nie jestem dostatecznie bespieczna, ale
wiedziałam, że mam swoich własnych ochroniaży, w postaci Tanyi, Kate,
Iriny, Carmen i Eleazara, a zapewne nawet Edwarda.
Ale i tak się bałam, Aro napewno był by na mnie zły, że mu o tym nie powiem,
ale... mu o tym nie powiem.
Na dole było cicho, ale i tak nie mogłam zasnąć, zbyt wiele jak na jeden dzień.
Zwaliłam kołdrę, na podłogę i rozłożyłam nogi w dwóch przeciwnych kierunkach.
Położyłam głowę na poduszce, ale nie zamierzałam płakać, takie dziewczyny
jak ja nie płaczą tylko przyjmują złą wiadomość i się z tym godzą,
chociaż trudno mi z tym było się pogodzić.
-Ja dołącze do Edwarda.- usłyszałam z dołu głos Tanyi.
Jak zwykle dla niej liczył się tylko Edward.
Co ona znowu kombinowała?
Postanowiłam, że dowiem się o tym następnego dnia, byłam zbyt zmęczona...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz